Kwieciste ogrody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Kwieciste ogrody

Pisanie by Polska on Pią Sie 09, 2013 9:00 pm

Rośnie tu wiele pięknych i barwnych kwiatów. Ich kolory zaczynają się od głębokiej czerni i kończą na tych najpiękniejszych o kilku kolorach. Jest tu kilka ławeczek.Przez środek ogrodów ciągnie się rzeka przez którą można się przedostać dzięki pięknemu mostkowi o bordowym kolorze. Po całym ogrodzie roznośi się wspaniała woń kwiatów. Szum płynącej wody uspokaja. Tak więc jest to wspaniałe miejsce na odpoczynek po pełnym dniu wrażeń, których tu moi kochanie wam nie zabraknie...
avatar
Polska
Władza!
Władza!

Liczba postów : 77
Join date : 24/06/2013
Age : 98
Skąd : Z twojej szafy

Zobacz profil autora http://this-is-hetalia.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Francja on Nie Paź 13, 2013 11:19 am

~~~

Kto by się spodziewał, że tak łatwo będzie przemknąć długimi korytarzami całego domostwa tak niepostrzeżenie? Cóż, może jednak ma się to szczęście. W każdym razie ten fakt nieco uradował Francuza. Nie poprawił humoru, ale przynajmniej trochę usatysfakcjonował. Nie musiał nikogo z czystej przyzwoitości zagadywać zwykłym „Cześć”, czy też innymi formami powitań, wliczając do tego też zwroty z jedynego słusznego na świecie języka – francuskiego oczywiście. Bo któż by nie chciał usłyszeć takiego pięknego powitania? No chyba tylko jakiś głupiec. A doliczając do tego bezbłędny akcent Francji… Po prostu muzyka dla uszu ludzkich. Nie mniej jednak, Francis cieszył się, że nikogo nie spotkał. Wszyscy najwyraźniej siedzieli w swoich pokojach, ewentualnie kluczyli gdzieś na dworze.
Swoje kroki od razu po wyjściu na zewnątrz skierował do kwiecistych ogrodów. Lubił kwiaty, od dziecka praktycznie. Uśmiechnął się sam do siebie, gdy we wspomnieniach zobaczył siebie jako małą, dopiero co rozwijającą się nację, siedzącą na brzegu strumyka i plotącą wianuszki z najpiękniejszych kwiatów polnych jakie można było znaleźć. Jedno z milszych wspomnień.
Jakim ja byłem słodkim dzieckiem…
Rozmarzył się Francis, mając cały czas na ustach błogi uśmiech. Przysiadł sobie na jednej z ławeczek i spojrzał na kwiaty. Chwilę tak błądził wzrokiem pośród różnobarwnych małych cudów natury, po czym kątem oka spojrzał na płynącą środkiem ogrodu niewielką rzeczkę. Zupełnie tak jak we wspomnieniach. Blondyn zaśmiał się chicho, po czym wzrokiem znów zanurkował w przeróżnych kwiatach. Tutaj można było znaleźć praktycznie wszystko, od niezwykle strojnych róż po najzwyklejsze stokrotki. A każdy kwiat jest niesamowicie wdzięczny, tak samo cieszy ludzkie oko. Dla Francuza niezrozumiałą rzeczą było niedocenianie piękna tych subtelnych roślin. Przecież… są takie piękne. Brakuje epitetów, aby je określić. Po prostu pasują do każdej sytuacji w życiu. To one spoglądają na każdego podczas urodzin, śmieją się prosto w twarz w radosne imieniny, życzą szczęścia na nowej drodze życia podczas hucznego wesela, a także płaczą razem z bliskimi na bolesnym pogrzebie. Są przecudownie uniwersalne.
Oczy Francji w pewnym momencie zatrzymały się na goździkach. Jak na złość spora ich część rosła w taki sposób, że tworzyła czerwono-żółto-czerwony wzorek. Co za ironia, nieprawdaż? Kolory te od razu przywiały Francisowi na myśl flagę jego… tak, jego najlepszego przyjaciela. Hiszpania może i był jaki był, ściślej mówiąc nie do końca rozgarnięty, ale miło było spędzać z nim czas. Wiecznie roześmiany, cieszący się ze wszystkiego i skory do szczerej rozmowy Antonio stanowił wręcz idealny materiał na przyjaciela. Nie to co rozwrzeszczany i nigdy nie mogący usiedzieć na miejscu Prusy. Chociaż jego Francja też lubił, jednak albinos nie mógł równać się z Hiszpanem. Nie miał w sobie tego czegoś, co pozwalałoby im na swobodne konwersacje o wszystkim, a o niczym, mając jednocześnie pewność, że przekazane informacje nigdzie nie wypłyną. A od czasu pobytu w tym domu… Cóż, powiedzmy sobie, że to co do tej pory łączyło Francję i Hiszpanię – bezinteresowna, wieloletnia przyjaźń, zaczęło na swój sposób podupadać. Rozmowy jakoś się nie kleiły, przebywanie razem przestało sprawiać taką przyjemność jak kiedyś, a i okazje do widywania były znikome. Sytuacje bez wyjścia, dokładniej mówiąc. Bo co można zrobić?
Zaraz… Czym ja się w ogóle przejmuję? To na świecie nie ma większych problemów? Dlaczego zaprzątam sobie głowę czymś takim?
Pytania bez odpowiedzi przelatywały z prędkością światła przez myśli Francji, nie pozostawiając po sobie żadnej konkretnej wskazówki, dzięki której można by wyjść z tej dziwnej sytuacji. Ale cóż, Francis musiał przed samym sobą przyznać, że osoba Hiszpanii nigdy nie będzie mu obojętna. Nie tylko dlatego, że miał spory wkład w jego wychowanie. Nie dlatego, że większość dzieciństwa spędzili w swoim towarzystwie. Nie dlatego, że… A może i dlatego? Cóż, jakoś nie wyobrażał sobie dalszego funkcjonowania z myślą, że straci swojego najlepszego przyjaciela.
Westchnął ciężko, po czym spojrzał dla odmiany w niebo. Goździki już wystarczająco go zdołowały, nie widział dalszego sensu wpatrywania się w nie. Puszyste obłoczki leniwie sunące po błękitnym niebie stanowiły ciekawą odskocznię od stresu i rozmyślań, które przed chwilą Francuz zakończył. Wszechobecna cisza w niezwykle przyjemny sposób łączyła się z szumem drzew i chlupotem wody. Ale przede wszystkim – był tutaj sam. Ani żywej duszy. Istniała możliwość, że pojawi się ktoś jeszcze, lecz Francis na chwilę całkowicie tą opcję odrzucił. Dlaczego akurat teraz ktoś miałby się tuż przy nim pojawić?
avatar
Francja

Liczba postów : 149
Join date : 09/08/2013
Age : 29

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Leo Michaelli on Nie Paź 13, 2013 6:02 pm

Leo spacerował po dworze a tak dokładniej po zagajniku. Nudziło mu się w domu i nie chciał tam na razie wracać, bo ci ludzie byli strasznie głośni. Koło jego szedł Sav. Oczy tego wielkiego czarnego kota wpatrzone były cały czas w chłopca, który szedł nawet nie patrząc przed siebie.Był zamyślony.
Michaelli wyszedł z lasku idąc cały czas przed siebie i minął właśnie altanę. Był coraz bliżej domu,nie przejmował się tym za bardzo, ale przecież nie zamierzał wracać tak więc skierował się w inną stronę.Wszedł do ogrodów i rozejrzał się. Strasznie tam kolorowo, nawet teraz, jesienią. Zaczął coś mówić do siebie idąc dalej. Po chwili jednak stanął w miejscu,ponieważ przed sobą zauważył Francję. Podszedł do niego od tyłu. -Dzień Dobry. - Powiedział z tym swoim psychopatycznym uśmiechem na twarzy.Niby chciał być teraz sam. No ale, w końcu to spacerowanie też by mu się znudziło. A Francja nie był taki denerwujący i hałaśliwy jak inni. -Co pan tu robi? - Zapytał zaciekawiony po czym uklęknął i pogłaskał kota. Rozejrzał się jeszcze raz po ogrodzie.Te wszystkie kwiaty i rośliny.Tak...tu było zdecydowanie za kolorowo...
avatar
Leo Michaelli

Liczba postów : 79
Join date : 09/08/2013
Skąd : Z tego domu c:

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Francja on Nie Paź 13, 2013 7:50 pm

Wpatrywał się w niebo jeszcze przez dłuższą chwilę. Różnokształtne chmury były niezwykle absorbujące. Patrzenie na nie na swój sposób hipnotyzowało i pozwalało oczyścić skołatane nerwy ze wszystkiego co było niepożądane. Przyjemne uczucie… Bardzo przyjemne. Taka cudowna błogość i odrętwienie z którego wręcz nie chce się otrząsnąć. A doskonale wie się, że będzie się musiało, gdyż to nieuniknione. Wiadome, że znowu każdy człek będzie zmuszony do stawienia oporu wszystkich przeciwności, które przyszykowała gra zwana życiem. Niektórzy szczęśliwcy otrzymali bonusy i zgarnęli w chciwe ręce kolosalne pule pod postacią szczęścia i umiejętności podchodzenia do wszystkich spraw z dystansem, a czasem nawet i bez serca. Z kolei przegranym w dłonie został brutalnie wepchnięty ban – niewyobrażalna łatwość przyciągania na siebie kłopotów i zmartwień. Jeśli Francuz miał by w tym momencie określić po jakiej stronie się znalazł, zapewne powiedziałby, że on jest gdzieś pomiędzy. Nie jest wygrany, albo przegrany. Jednak po dłuższym i bardziej konkretnym zastanowieniu stwierdziłby, że powoli, naprawdę bardzo powoli przechodzi na stronę tych zbanowanych, przegranych.
I czym ja się zajmuję…
Westchnął po raz kolejny. Na powrót jego spojrzenie zawędrowało w kolorowe morze kwiatów. Szukał wzrokiem takich, które byłyby w jakichś stonowanych barwach. Nie, żadnej więcej żółci i czerwieni! Tym kolorom Francja w tej chwili powiedział stanowcze „nie”. Spojrzał na czarną różę. Róże… Odwieczny symbol miłości, szczerego uczucia i wszelakiego romantyzmu. To pewnie dlatego je uwielbiał. Często się nimi otaczał, w pokoju miał przecież kilka wazonów wypełnionych tymi wspaniałymi kwiatami. Różę bez problemu można by nazwać królową wszystkich tych cieszących oko ludzkie kwiatuszków. Była najokazalsza, najwspanialsza i z nią wiązały się miłe wspomnienia. Ta jedna, czarna, akurat była otoczona jakimiś drobnymi, maleńkimi kwiateczkami, których nazwy nawet Francis nie znał. Ale one przywlokły mu w myśli kolejne wspomnienie. Pamiętał te subtelne białe płatki, śliczne delikatnie kremowe środki i niezwykle giętkie długie łodyżki. Materiał wręcz idealny na… wianek! Francuz zamknął powoli oczy i pozwolił sobie na ujrzenia po raz drugi tego ślicznego, niewinnego, dziecięcego obrazka.

Żar lejący się z nieba od kilku dobrych dni był wystarczającym pretekstem, aby usiąść gdzieś w cieniu rozłożystego drzewa i spać. Spać przez cały boży dzień, nie robić zupełnie nic. Jednak zawsze znajdą się i tacy, co nie są zdolni usiedzieć w jednym miejscu. A szczególnie, jeśli mowa o dzieciach! Szkraby przecież kochają rozrabiać, hasać tam, gdzie je oczy poniosą. Nawet upał nie będzie stanowił dla nich żadnej przeszkody.
Powoli płynąca woda w strumyku nagrzała się pod wpływem złotych promieni. Idealna na kąpiel. Jednak siedzącemu na brzegu chłopcu raczej nie było to w głowie. Blondynek zajęty był pleceniem ślicznego wianuszka z przyniesionych przez kolegę kwiatków. Długie, anielskie kosmyki opadające na bladą twarz chłopca mieniły się w świetle słońca niczym złoto. Drobne paluszki w szybkim tempie splatały ze sobą pojedyncze soczysto zielone łodyżki. Chłopiec chwilę później poderwał spojrzenie swoich lazurowych oczu na siedzącego tuż przy krawędzi strumyka przyjaciela. Ciemnobrązowe włosy współgrały niemalże doskonale ze śniadą cerą. Poczuł on najwyraźniej na sobie spojrzenie kompana do zabaw, gdyż się odwrócił. Nie spoglądał już w srebrzystą taflę wody swymi oliwkowymi oczami. Chwilę tak wpatrywał się w blondyna, po czym wybuchnął szczerym śmiechem.
-Ej, Antonio, no i z czego się znowu śmiejesz?! –obruszył się posiadacz niezwykle dziewczęcej urody, którą jedynie podkreślała jasnoniebieska szata przypominająca sukienka. -Ja cię czasami nie rozumiem…
Latynos siedzący dotychczas przy brzegu strumyka poderwał się i podbiegł do przyjaciela, a następnie obok niego usiadł.
-Od tak, po prostu. Cieszę się, że tu ze mną przyszedłeś, Francis –uśmiechnął się szeroko.
-Nie miałem wyboru, zaciągnąłeś mnie tutaj… –blondyn z udawaną złością wydął policzki, na co jego kompan znów się roześmiał. -Rany, ale ty jesteś… Patrz, skończyłem! –uśmiechnął się z dumą, po czym umieścił dopiero co upleciony wianek we włosach Antonia.
-Na tobie wygląda ładniej –skwitował tamten, po czym wianuszek składający się z niezliczonej ilości małych białych kwiatków zdobił blond włosy. -Umiesz gotować, nosisz sukienkę i pleciesz wianki… I wmawiaj mi dalej, że jesteś chłopcem tak jak ja, przecież tym się zajmują dziewczynki!
Chłopiec o oliwkowych oczach roześmiał się na nowo. Kochał się śmiać, cieszył się z życia i wszystkiego, co go otaczało. I za to właśnie Francis go lubił. Mógł się od niego nauczyć tego cudownie lekkiego podejścia do życia. Mógł…


Wszystkie wspomnienia prysnęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Z tym, że żadnej magii w tym nie było. Z zamyślenia wyrwało go donośne przywitanie. Nie, to nie mogło być to o czym myślał… Nie dość, że jego samotne posiedzenia na ławeczce zostało przerwane to jeszcze na dodatek osobą zakłócającą jego spokój był… Leo. Szczerze to on był w chwili obecnej ostatnią osobą, którą chciał widzieć. Już nawet Anglia, albo Austria by byli w tym momencie lepsi… Tylko nie to dziecko! Z niewiadomych przyczyn Leo upodobał sobie Francję na kogoś w rodzaju… No właśnie kogo? Bo przyjaźnią tego nazwać nie można było. Po prostu Francis robił mu za kogoś, kto wysłucha, poradzi. Od taki sobie ktoś do luźnych pogawędek. Luźnych zapewne tylko dla Leo, gdyż Francuz przez cały czas starał się dziecka w żaden sposób nie rozzłościć. Doskonale wiedział, czym by to mu groziło.
-Witaj, Leo –przywitał się, bo tego przecież wymagała kultura. -A wiesz, nie robię nic specjalnego. Po prostu przyszedłem tu posiedzieć… Nudziło mi się –skłamał, teraz to perfidnie skłamał.
Chciał być sam. Sam, bez żadnego towarzystwa. A tym bardziej dziecka i jego kota. Swoją drogą jak to nieszczęsne zwierze z nim wytrzymywało? Wróć, lepiej było tego nie dociekać w żaden sposób. Francja z chęcią powiedziałby to chłopcu, ale jakoś tak… Nie miał serca? Bądź co bądź szkoda mu go było, młody Michaelli musiał mieć jakieś nieprzyjemne przeżycia skoro zachowywał się w taki, a nie inny sposób. Nawet on zasługiwał na kogoś, kto go zrozumie. Albo przynajmniej będzie się starał do tego dążyć.
Francja wziął głęboki wdech, po czym zmusił spojrzenie, aby spoczęło na dziecku, które niczym duch pojawiło się za nim.
-A ty co tutaj robisz? –spytał z zupełnie nieudawanym zaciekawieniem. Może w końcu uda mu się poznać sposób, dzięki któremu praktycznie zawsze on, a nie nikt inny, natyka się na osobę Leo.
Znając życie, zapowiada się ciekawa pogawędka…


Ostatnio zmieniony przez Francja dnia Czw Paź 17, 2013 3:00 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Francja

Liczba postów : 149
Join date : 09/08/2013
Age : 29

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Leo Michaelli on Pon Paź 14, 2013 8:24 pm

Głaskał kota jeszcze chwilę, a potem wstał i popatrzył w niebo. Przez dłuższy czas nie odpowiadał na pytanie Francji. Tak jakby nie usłyszał, ale w końcu popatrzył na niego.  -...Chodziłem po dworze.-Powiedział z tym swoim uśmiechem.W sumie sam nie wiedział co tu robił. Wszedł do ogrodów i już. Tak mu się podobało. Rozejrzał się po ogrodzie, ale potem jego wzrok znowu powędrował na Francję. Nie rozumiał go. Po co przejmować się jakimś facetem i przeżywać to że kogoś sobie znalazł. Choć ta sytuacji była dla Leo dziwna...Zamyślił się. -A dlaczego pan pyta? - powiedział po dłuższej chwili patrząc dalej na Francję. Czuł, że Francja chce być sam, ale w sumie....to był jego dom i mógł chodzić i przebywać gdzie chce. A to że ten pan był w ogrodzie, to już nie jego wina...
avatar
Leo Michaelli

Liczba postów : 79
Join date : 09/08/2013
Skąd : Z tego domu c:

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Francja on Wto Paź 15, 2013 4:09 pm

Westchnął ciężko, po czym lekko odchylił głowę i spojrzał w niebo, tak, jak przed chwilą uczynił to Leo. To wszystko wydawało mu się tak skomplikowane… A teraz jeszcze to dziecko! Dobra, każdy zapewne teraz by powiedział, że to brzmi co najmniej dziwnie. Ale młody Michaelli nie był takim zwyczajnym dzieckiem. No, chyba, że ktoś do klasycznej zwyczajności wlicza rzucanie nożami, albo różnymi przypadkowymi przedmiotami w pierwsze lepsze napotkane osoby, próbując je przy tym zabić. Od tak, bez żadnego większego powodu. Nie, to nie może być zwykłe dziecko.
Puszyste obłoczki nadal sunęły swoim powolnym tempem po błękitnym niebie. Francuz jakoś nie miał najmniejszej ochoty akurat teraz przebywać z Leo. Ale ktoś przecież musiał, nieprawdaż? Trochę irytował go fakt, że to akurat jego dziecko obrało sobie za duszę towarzystwa. Tak, nadzwyczaj ciekawy sposób nawiązywania znajomości. Najpierw bądź dla kogoś irytujący, później spróbuj go zabić, a następnie łaź za nim dosłownie krok w krok. Do czegoś takiego zdolny był chyba jedynie Leo. Ale w sumie… W sumie to były też tego plusy. Lecz z drugiej strony…
No bo przecież nie ma innych nacji w tym cholernym domu!!!
Francis niechętnie spojrzał na powrót w stronę towarzyszącego mu dziecka. Plusem było to, że od czasu do czasu mógł komuś ponarzekać na otaczający go świat, problemy sercowe i inne tego typu pozorne błahostki, które dla Francji były nadzwyczaj ważne. Fakt, Leo może i nie pojmował niektórych sytuacji. To przecież dziecko, czego tu wymagać, każde ma nieco inny tok rozumowania niż dorosły i nawet jakby ktoś chciał – nie zmieni tego za żadne skarby świata. Ale Michaelli potrafił słuchać. Jakoś nigdy mu nie przerwał, gdy opowiadał. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, prawda? Już lepiej mieć za słuchacza dziecko niż ścianę we własnym pokoju. Różnie bywa, może być też inny przedmiot, jak kto woli, wolność wyboru przecież nie została jeszcze zniesiona czy coś…
W każdym razie im dłużej Francis zadawał się z tym dzieckiem, dostrzegał, że jest ono takie jak inne. Tylko, że musiało mieć jakieś naprawdę ciężkie przeżycia, przez które zachowuje się tak… Jak się zachowuje, nie można tego jakoś precyzyjnie określić. Francja czasami odnosił wrażenie, że Leo najchętniej rozmawia, przebywa i bawi się właśnie z nim. Ale do tej pory nie pojmował dlaczego. Przecież było tutaj wielu innych ludzi godnych zaufania, a ten z bliżej nieokreślonych przyczyn wybrał akurat jego. Tak w ogóle to powinien się chyba z tego cieszyć… Z resztą już nieważne. Teraz liczyło się to, że był sam na sam w ogrodzie z kimś, kto już niejednego próbował zabić.
Teraz liczyło się szybkie i sprawne przeprowadzenie zapewne krótkiej konwersacji. Dlaczego Francja już na samym początku zdecydował się obstawić, że będzie ona krótka? Cóż… Leo może i był lekko… bardzo „ekstrawagancki”, delikatnie i nie obraźliwie mówiąc, ale w dużej ilości sytuacji z życia codziennego zachowywał się tak jak najzwyczajniejsze w świecie dziecko. Po pierwsze szybko się nudził. Teraz wystarczyłoby jedynie zająć go jakimś przynudzają cym tematem i już – małego natręta mamy z głowy i można dalej rozkoszować się cudowną samotnością oraz w świętym spokoju powrócić do rozmyślań. Ale mimo wszystko… Francuz po prostu nie miał serca. Dzieciaka przecież wszyscy na każdym kroku unikają, bo się po prostu boją o swoje życie, a on też przecież zasługuje na jakieś towarzystwo. Może i Francja chciał być teraz sam, ale przecież pogawędka z Leo nie zajmie całych wieków.
-Od tak, z przyzwoitości –zdecydował się w końcu odpowiedzieć na jego pytanie. -Staram się po prostu być miły… –uśmiechnął się sztucznie, starając się zatuszować to, że wcale nie jest w nastroju do jakiejkolwiek rozmowy. Może jakimś szczęśliwym trafem Leo tego nie zauważy. Chociaż mawiają, że nadzieja matką głupich. Ale z drugiej strony mamy dwudziesty pierwszy wiek, więc wszystko jest możliwe.
Chciał jeszcze dodać coś od siebie, ale darował sobie. Im szybciej ta rozmowa się zakończy, tym lepiej dla niego.
avatar
Francja

Liczba postów : 149
Join date : 09/08/2013
Age : 29

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Leo Michaelli on Sro Paź 16, 2013 5:12 pm

Popatrzył na Francję. Stara się być miły? Pfff...Co raz bardziej widział, że Francuz nie ma ochoty na jego towarzystwo. Ale my się nudziło! Co miał robić? Przeszedł tego dnia ten ogród już wzdłuż i wszerz.Prawdą było że szybko się nudził. Nawet bardzo szybko, ale rozmawiać lubił. Mógł się dowiedzieć czegoś ciekawego o tych dziwnych ludziach. Wszyscy byli tacy szczęśliwi...Najchętniej zdarł by im te radosne uśmieszki z twarzy.Pozabijał by wszystkich...Właśnie. Pozabijał. Przecież zabił dwie osoby. A one teraz tak zwyczajnie chodziły po domu jak gdyby nigdy nic. No ale przecież...to nie możliwe! Chociaż... Sam też nie powinien już dawno żyć. -Aha. -Odpowiedział w końcu z tym sztucznym uśmiechem, który gościł cały czas na jego twarzy. Rozejrzał się wokoło jeszcze raz. Dlaczego Francja siedział akurat w tym miejscu. Przecież tu było za kolorowo...Osoba Francji go ciekawiła. Ten człowiek był po prostu...jakiś inny. Tylko Leo nie do końca wiedział co jest w nim takiego innego. W sumie tylko Francuz nie bał się z nim rozmawiać. A może się bał... Tylko tego nie okazywał... Przez głowę chłopaka zaczęło przepływać wiele dziwnych myśli. W końcu potrząsnął głową, żeby odgonić te myśli i znowu popatrzył na Francję. -Podoba się tu panu? - zapytał jeszcze dalej mając tek psychopatyczny uśmiech na twarzy. Bo przecież Francuzowi ten ogród mógł się po prostu podobać, może lubił jak jest kolorowo...cóż...każdy lubił co innego...
avatar
Leo Michaelli

Liczba postów : 79
Join date : 09/08/2013
Skąd : Z tego domu c:

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Francja on Czw Paź 17, 2013 3:33 pm

Jakby od niechcenia patrzył na sylwetkę chłopca. Leo to może i jeszcze dziecko, ale głupi to on na pewno nie jest. Francja mógł się z kimkolwiek założyć, że Michaelli zdaje sobie sprawę, że nie jest w tym momencie przez niego mile widziany. Tutaj na wierzch można było wyciągnąć jego kolejną, typowo dziecięcą cechę – lubił denerwować. Co za tym idzie? Cóż, zapewne Francis szybko się od niego nie opędzi, to pewne… Właściwie to chyba nawet lepiej. Przynajmniej ktoś chciał z nim przebywać, zawsze to jakiś plus. Bo szczerze wątpił w to, że Leo robiłby coś, na co nie ma najmniejszej ochoty. Przecież to nie było w jego stylu.
Właściwie to Francuz odnosił wrażenie, że większość przebywających w tym domu nacji zwyczajnie bała się tego dziecka. Ale Leo nie był straszny przez cały czas. Zgoda, wtedy kiedy biegał za pierwszą lepszą osobą z ostrymi nożami – był, jak najbardziej. Ale kiedy paradował sobie po ogrodzie z puszystym zwierzakiem to raczej nie przerażał. Ogółem mówiąc Francja sam nie wiedział, czy się go bał. Prawdę mówiąc Michaelli był mu obojętny. Był w tym domu przecież od samego początku, nic dziwnego, że dostaje szału, gdy widzi, że ktoś na przykład coś tutaj niszczy. Ten dom chyba należał do tego dziecka… Zawsze mówił o nim tak, jakby stanowił jego własność. Ale w takim razie gdzie byli jego rodzice? Francuz zauważył, że jeśli się o nich wspomina, Leo od razu robi się bardziej agresywny, dlatego dla własnego dobra wolał unikać tego tematu, chociaż ciekawiło go to niezmiernie. Bo przecież w ramach samoobrony nie uderzy, to bądź co bądź jedynie dziecko…
W przekonaniu, iż Leo wie, że ten nie ma ochoty na rozmowę i towarzystwo utwierdziło go krótkie „aha” w wykonaniu chłopca.
Cóż… Będzie ciężko…
Jego wzrok znów powędrował na kwiaty będące w ogrodzie. Tutaj… tutaj było chyba naprawdę wszystko, tak jak wydawało mu się na samym początku. Jednak tym razem zaniechał dokładniejszego przyglądania się kwiatom, wolał uniknąć wspomnień z dawnych, niezwykle odległych lat. Nie, żeby były one niemiłe, czy coś… Po prostu jedynie bardziej go dołowały, uświadamiały, że przez ten dom traci swoich jedynych przyjaciół… Na rzecz Leo? Tak mu się jakiś czas temu zaczęło wydawać… Sam nie wiedział dokładnie na jakiej podstawie. Ale takie wrażenie odnosił. No bo jeśli przeliczyć by tak wszystkie dni, które tutaj spędził… Dwa razy więcej czasu przebywał z Leo, niż z kimkolwiek innym. Powinien się tym dołować, czy szczycić? Bo przecież Michaelli nie z każdym chciał rozmawiać. Czyżby on od niego czegoś chciał? Oczekiwał? Kto go wie, czas w końcu i tak pokaże…
-Czy mi się tu podoba… W sumie to tak, niektóre kolory i kompozycje kwiatów są naprawdę piękne i… Chociaż… To zależy… Nieważne od czego –odpowiedział bez większego namysłu.
Nie widział już sensu w ukrywaniu braku ochoty na czyjekolwiek towarzystwo. Jeszcze chwilę temu mu tego brakowało, a teraz nie miał ochoty nikogo widzieć na oczy. Człowiek zmiennym jest, cóż poradzić… W każdym razie nadal miał cichą nadzieję na to, że Leo szybko sobie pójdzie.
Na Boga, dlaczego on sobie na towarzystwo obrałeś sobie akurat mnie?!
Miał wielką ochotę wykrzyczeć mu to prosto w twarz już wiele razy, jednak jak do tej pory się powstrzymał. Dlaczego? Właściwie to sam do końca nie wiedział. Najlepiej dla niego samego byłoby, gdyby zostawił temat o nazwie „Leo” na jakiejś bocznej półce i skupił się na większych priorytetach. Na przykład jak zjednać sobie ludzi. Bo bądź co bądź brakowało mu towarzystwa tak na co dzień. Dziwnie było tak nie móc się do nikogo odezwać… Owszem, był tutaj jeszcze Hiszpania, ale… Francja tak jakby całkowicie stracił ochotę na przebywanie z nim. Widywał go w prawdzie rzadko, ale i wtedy nie miał najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. Jego widok bardziej go wówczas denerwował niż cieszył. Ale cóż zrobić… Widocznie tak miało już być.
Teraz bardziej starał się skupić na tym, jak zbyć nieco irytującego młodego towarzysza. Oczywiście w sposób dyskretny…
avatar
Francja

Liczba postów : 149
Join date : 09/08/2013
Age : 29

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Leo Michaelli on Pią Paź 18, 2013 1:41 pm

Im dłużej tym stał, tym bardziej wiedział, że Francja nie miał teraz ochoty na jego towarzystwo. W sumie to był tego pewny już na sto procent. I może też dla tego odechciało mu się bycia samemu. Szybko się go Francuz nie pozbędzie i może być tego pewny. - Niech pan powie od czego to zależy...-powiedział z uśmiechem. Nie żeby go to interesowało czy coś...chociaż może... Osoba Francji go interesowała. Raz mówił, że kogoś nienawidzi, a potem rozmawiał z nim jakby się nic nie stało. Leo może i polubił Francisa...A właśnie...polubił...Czy aby na pewno? Tak naprawdę nie znał tego człowieka i niczego o nim nie wiedział. Nie wiedział też czy Francuz go lubi, bo jego zachowanie niczego nie mówiło. Bo jak już zostało wspomniane. Raz zachowywał się tak, a innym razem inaczej. A gdzie tylko Leo poszedł, tam był Francja. Tak więc przebywał często z Francuzem. Ciekawe czy mu to aż tak bardzo przeszkadzało...Może Francja był inny niż się mu zdawało...Ale to nic. Popatrzył na Francuza czekając na jego odpowiedź.
avatar
Leo Michaelli

Liczba postów : 79
Join date : 09/08/2013
Skąd : Z tego domu c:

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Francja on Sob Paź 19, 2013 6:02 pm

…Leo potrafił działać na nerwy. Oj, nawet był zbyt dobry w tym fachu. Francja nie wiedział, czy dziecko zdaje sobie z tego sprawę, czy też nie. I ostatecznie wolał tego nie dociekać, nie było mu to w żaden sposób do szczęścia potrzebne. W sumie to spodziewał się, że Michaelli będzie na tyle wredny i zażąda dokładnego uzasadnienia jego wcześniejszej wypowiedzi. Mówiąc krótko – Francuz sam siebie tylko pogrążył, rozbudowując zupełnie niepotrzebnie swoje zdanie na temat, czy mu się to miejsce podoba. I teraz w jego głowie zrobił się całkowity mętlik…
Jak ja do cholery mam mu to wyjaśnić? To jeszcze dziecko, nie zrozumie przecież!
W pewnym sensie… Bał się poruszać przy Leo jakikolwiek poważny temat. Wiedział, że młody żadnych istotnych informacji nie wygada, trzeba było przyznać, że słowa potrafił dotrzymać, ale mimo wszystko… Nie. Po prostu nie i już. Uzasadnienie zaprawdę godne jakiejś wybitnej nagrody. Nobla, albo Oscara.
-Czy… Czy naprawdę muszę ci to tłumaczyć? To trochę skomplikowane, nie chcę ci namącić w głowie…
…Jeszcze bardziej niż masz.
Miał tak wielką ochotę mu to powiedzieć, jednak musiał się powstrzymać. W najlepszym przypadku groziłoby mu to ciężkimi obrażeniami, między innymi licznymi głębokimi ranami na całym ciele, a w najgorszym – śmiercią. Ale jeśli by miał być z kimś szczery, nie bał się śmierci w ogóle. Nasłuchał się o niej wiele i mógł stwierdzić, że była ona bardziej satysfakcjonująca niż chociażby życie tutaj. Ostatnimi czasy przestało mu się tu w ogóle podobać.
Co było tego powodem? Można było wyróżnić nawet kilka. Po pierwsze – atmosfera. Była ona wiecznie napięta, kłótnie i rękoczyny wisiały w powietrzu. A później przychodził Leo i krew lała się strumieniami. Zdążył już przywyknąć, więc to było niezwykle nużące. Bo ile można wałkować w kółko to samo? Najpierw ktoś robił coś nie tak, jak chciał Michaelli, a potem kończył w kałuży szkarłatnej cieczy na Bogu ducha winne posadzce, której później nikomu nie chciało się sprzątać. Tak, autentycznie. A jak Leo uzasadniał to, że pociął kogoś nożem, ewentualnie jakimś innym ostrym narzędziem adekwatnym do jego nastroju? Czy tam fetyszy, Francja już nie wiedział jak ma to określać. „Bo pan/pani istnieje”. Ach, ta dziecięca prostota, nieprawdaż? Tak, to taki żarcik branżowy nie warty nawet jednego pomidora od Hiszpanii.
Kolejnym czynnikiem wpływającym na niechęć do tego domu był fakt, iż nigdzie tutaj nie było ani dobrego towarzystwa, ani spokoju. Większość przebywających tutaj nacji i miast była zbyt rozwrzeszczana. Przynajmniej zdaniem Francisa. Zawsze, gdy próbował być sam, ktoś się zjawiał. Z kolei, gdy chciał znaleźć sobie jakieś towarzystwo, żeby pogadać, po prostu miło spędzić czas – nie było nikogo.
I niech mi nikt nie wmawia, że z tym domem jest wszystko w porządku!
Postanowił podjąć próbę jakiegoś innego tematu. Takiego, który będzie neutralny, ewentualnie po prostu nudny. Zdał sobie sprawę, że Leo z czystej złośliwości prędko nie zostawi go samego. Za bardzo okazał to, że chce pozostać w samotności, jego błąd. A Michaelli potrafił takowe wyłapywać z wręcz zaskakującą łatwością.
-Dlaczego pytasz mnie o coś, co nie ma sensu? Nie możesz zapytać mnie o coś innego? Daj spokój, przecież widzę, że chciałbyś coś o mnie wiedzieć –uśmiechnął się do niego, tym razem szczerze w stu procentach.
No bo kto by nie chciał wiedzieć czegoś więcej o mnie? No błagam, przecież mnie się nie da tak po prostu zlekceważyć.~
Zaśmiał się krótko z powodu swoich własnych myśli. Teraz obstawiał, że Leo spyta go o coś z przeszłości. Na przykład za co kogoś nienawidzi, czy kogoś zabił… Tak, na pewno byłoby to coś w tym stylu. Ale cóż, musiał czekać na odpowiedź dziecka, aby potwierdzić swoje przypuszczenia. Okażą się trafne?


Ostatnio zmieniony przez Francja dnia Sro Paź 23, 2013 8:02 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Francja

Liczba postów : 149
Join date : 09/08/2013
Age : 29

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Leo Michaelli on Sro Paź 23, 2013 3:57 pm

Patrzył zdziwiony na Francję. -Ale ja chciałbym wiedzieć. -powiedział z uśmiechem. Ciekawiło go wszystko. Dosłownie. Nie miał żadnych ograniczeń i mógł pytać o wszystko wszystkich. Co nie działało w drugą stronę. Jeśli ktoś pytał o coś o czym on nie chciał mówić to mogło go spotkać coś złego. W sumie za same pytanie może nie. Ale jeśli zaczął by się dopytywać...W sumie fakt, że był ciekawski to nie jest jakaś nienormalna rzecz. Przecież mimo wszystko był dzieckiem. Gdy usłyszał to co powiedział Francja zaśmiał się. Dowiedzieć się czegoś o Francji? A po co? Mu to do szczęścia potrzebne nie było. Chociaż...mógłby się dowiedzieć czegoś o tych ludziach co byli w domu. Tak to akurat by było ciekawe. Ale w sumie sama osoba Francji też go poniekąd interesowała. Więc czemu nie miał by o coś zapytać? Chociażby nawet o coś głupiego. Przeszło mu coś przez myśl i znowu się zaśmiał, lecz o takie rzeczy pytał nie będzie. Wpatrzył się w ścieżkę i przelotnie popatrzył na leżącego u jego stóp kota. A końcu znowu popatrzył na Francję. - O panu? - powiedział z tym swoim uśmiechem. - Jest pan ZWYKŁYM człowiekiem? - To pytanie od dawna go męczyło. Przecież Francja tak jak i Prus. Umarli...On sam ich zabił...A teraz Francuz stoi przed nim, a Prus chodzi gdzieś po domu. To się dziecku w głowie nie mieściło. A co jeśli oni też by....nie to niemożliwe! Ale w sercu Leo zbudził się niepokój.
avatar
Leo Michaelli

Liczba postów : 79
Join date : 09/08/2013
Skąd : Z tego domu c:

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Francja on Czw Lis 07, 2013 2:16 pm

Francja postanowił przemilczeć pierwszą kwestię Leo. Może zapomni, może nie będzie mu się chciało do tego wracać… Oby. Raczej nie miał ochoty na udzielanie dziecku jakiejkolwiek obszernej odpowiedzi, której ono i tak nie pojmie, jedynie wysłucha i zapomni. A prawdę powiedziawszy, Francis nigdy nie lubił marnować śliny. Raczej nie obchodziło go to, co inni mieli do powiedzenia. Owszem, wysłuchał mowy do końca, ale rzadko kiedy zastosowywał się do komend kogoś innego. A jeśli już to na własnych warunkach. Tryb postępowania podobny do Leo… Czyli może to z powodu niektórych dzielonych cech charakteru łatwiej było im znaleźć wspólny język. Bo jeśli Francuz miał by wskazywać, to chyba na niego Michaelli najmniej razy był zły, żeby nie powiedzieć jakoś brzydko. Fakt, zaliczył kilka bliskich spotkań z nożami dziecka, ale to ignorował. Przecież wszystko się zagoiło i w ogóle…
Otworzył szerzej oczy, gdy usłyszał pytanie Leo. Nie do końca rozumiał, jak miał je zinterpretować. Raczej nie był jasnowidzem, nie mógł zgadnąć, co dziecko rozumie przez słowo „zwykły”. Biorąc pod uwagę, że zadającym pytanie był Leo, pod tym pojęciem mógł się kryć szereg zadziwiających faktów, których raczej nikt nie miał ochoty poznawać.
Tak, do cholery, jestem zwykłym człowiekiem, który utożsamia jedną z potężniejszych nacji Europy, na serio nic wielkiego…
Logiczne chyba jednak było, że tego nie powtórzy dziecku. Nie tyle, że musiał by to wyjaśniać, co uznał stwierdzenie za nietaktowne. Trzeba było sposobem. Powoli, ale skutecznie.
-Tak, jestem najzwyklejszym w świecie człowiekiem –odpowiedział spokojnie, starając się zachować pozorny spokój i dodawać do barwy głosu sporej dozy pewności siebie oraz typowo olewającego podejścia do sprawy. Nic go to nie obchodzi i inne rzeczy w tym stylu. -Może i za lekko nie mam, ale daję radę. Nie wyróżniam się niczym specjalnym.
Oprócz zniewalającego uroku osobistego, genialnego stylu bycia oraz nienagannej i zawsze słusznej postawy wobec innych.
Zaśmiał się cicho, gdy o tym pomyślał. Co do ostatniego aspektu, można by polemizować, jednak Francja postanowił tego nie roztrząsać. Zostało mu wystarczająco dużo ciekawszych rzeczy do roboty. Chociaż w sumie… Nie, nie miał co robić. Bo tutaj nigdy nie było co robić!
Magia jakaś, albo co…
Tak, Francis od zawsze był przykładem klasycznego zaboboniarza, który wierzy w najdziwniejsze i różnorodne teorie na tematy życia codziennego. I nie tylko z resztą. A tak z innej beczki… Dlaczego Leo o coś takiego w ogóle zapytał. No dobrze, może i jest jeszcze dzieckiem, ale Francuz już od początku zaobserwował, że do głupich to nie należy. Michaelli potrafił chwycić za słowo i skutecznie dążyć do wydobycia z nieszczęsnego delikwenta tego, o co mu chodziło od samego początku. Raczej ciężko było się wykręcić stwierdzeniem „przez przypadek”, lub czymkolwiek w tym rodzaju. Więc dlaczego?
No, była jednak jedna, jedyna taka dziwna sytuacja… Otóż Leo uparcie całkiem niedawno twierdził, że Francja powinien nie żyć. Podobnie jak Prusy. No, Francuz widział w prawdzie jak dziecko dość dotkliwie rani jego przyjaciela, jednak albinos na następny dzień paradował po domu jak gdyby nigdy nic. Z kolei, gdy zobaczył to Michaelli, mało co zawału nie dostał. A nie rozumiał tego nikt, z Gilbertem na czele. Po jakimś czasie Leo zaczął twierdzić, że Francja tez powinien nie żyć, bo coś tam, coś tam. Francis raczej nie miał ochoty wysłuchiwać jego argumentów, całkowicie zignorował fakt, ze dziecko przez kilka dni patrzyło na niego jak na jakąś zjawę. Jedyne co pamiętał, do dosyć bliskie spotkanie z nożami. A potem nic, pustka…
Ale chyba lepiej nie dociekać, liczyło się dla niego, że cały czas żyje. Teraz uparcie utkwił wzrok w Leo, oczekując jednocześnie jakiegoś wytłumaczenia zadanego mu pytania.
avatar
Francja

Liczba postów : 149
Join date : 09/08/2013
Age : 29

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Leo Michaelli on Sob Lis 16, 2013 12:46 pm

Leo przymrużył oczy i przyjrzał się dokładniej Francji. Ten mężczyzna nie mógł być przecież zwykłym człowiekiem. To znaczy, że kłamał? W sumie mógł nic nie pamiętać, ale Leo i tak się ta cała sytuacji nie podobała. Znaczy, w sumie dobrze, że Francja żył. On chyba jako jedyny się go nie bał, a chłopak nawet polubił Francisa. Ci ludzie są na prawdę jacyś dziwni. Pomyślał po raz koleiny Leo. Poczuł, że Francji też się na niego patrzy.-Ale pan nie może być zwykłym człowiekiem...-zaczął temat od nowa. Musiał się w końcu dowiedzieć jak to możliwe. Będzie pytał, aż się dowie co się tu dzieje. -Przecież pan nie żył...-powiedział ciszej patrząc na Francję oczekując jakiegoś sensownego wytłumaczenia całej sprawy. To wszystko zaczęło go męczyć. Niby zabił człowieka...a jednak tego nie zrobił. Myślał o tej sprawie długo, ale nie mógł znaleźć sensownego wyjaśnienia. W sumie on też nie powinien żyć...ale o tym się nikt nie dowie. I Leo będzie tego pilnował.
avatar
Leo Michaelli

Liczba postów : 79
Join date : 09/08/2013
Skąd : Z tego domu c:

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Francja on Sob Gru 14, 2013 7:42 pm

Tym razem nie bawił się w żadne rozmyślania. Znudziło go już to zwyczajnie. Skoro Leo chciał konkretnej odpowiedzi to on takowej udzieli. Tylko… Nie był do końca pewien z jaką reakcją ze strony dziecka się spotka. Miał jednak nadzieję, że Michaelli się nie zdenerwuje do tego stopnia, że dojdzie do rękoczynów. Bo bądź co bądź to dziecko, więc w geście samoobrony przecież go nie uderzy, Francis mimo wszystko swój honor miał.
-Dziecko… Czy ty naprawdę sądzisz, że mógłbyś zabić kogoś takiego jak ja? Mnie, jedną z potężniejszych i starej daty nacji? A myślałem, że jesteś poważny i masz realistyczne podejście do życia… –westchnął.
Przecież nie może tak chrzanić od rzeczy od tak, bez powodu…
Nie, bez powodu Leo nigdy nie zaczynał dyskusji, ani się do niej wtrącał. Tylko wtedy, gdy miał określony cel… Nie, wróć! Po co to wszystko? Przecież nie warto sobie tym zaprzątać głowę. Bo po co?
Naprawdę zaczynam już tracić trzeźwy umysł przez to miejsce…
-Wracając do tematu… Możesz powiedzieć, o co ci właściwie chodzi? Dlaczego akurat na ciebie zawsze trafiam? Dlaczego ze mną jako jedynym rozmawiasz… inaczej? O co chodzi, bo nie rozumiem…
Rozumiem, rozumiem fakt, iż jestem lepszy od pozostałych~
-…Ale ja naprawdę chciałbym wiedzieć co tu jest w ogóle grane… W ogóle co ja tutaj robię? Byłeś tu od początku, więc na pewno wiesz. Odpowiedz mi! –ostatnie zdanie nie zabrzmiało jak zamierzony rozkaz. Raczej jak desperacka błagalna prośba, a nie o to Francji chodziło.
Francuz westchnął ciężko, czując, że popełnił poważny błąd mówiąc aż tyle. Prawdę powiedziawszy nie miał pojęcia jak się to skończy. Czuł, że nie najlepiej. Ale może uda mu się jeszcze jakoś załagodzić sytuację.
-Ale proszę o złożoną odpowiedź… Nie jeden wyraz –dodał na koniec nieco cichszym głosem.

(Przepraszam za odstęp czasowy... Przepraszam za długość posta... Przepraszam, że nie ogarniam życia...)
avatar
Francja

Liczba postów : 149
Join date : 09/08/2013
Age : 29

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Leo Michaelli on Pią Sty 03, 2014 4:57 pm

Popatrzył na Francję przymrużonymi oczami.
- Tak.Sądziłem, że mógłbym pana zabić. - powiedział z tym swoim uśmiechem. wtedy naprawdę chciał przecież zabić tego człowieka,ale...nie wyszło. Dla Leo to było dziwne. Ludzi w tym domu nie dało się zabić...Znaczy dało się, ale nie na zawsze. A przecież oni nie byli jedyni. Innych ludzi którzy tu mieszkali mógł zabić z łatwością. A oni?
- Nie wiem o co panu chodzi.- powiedział z uśmiechem. Leo zdawał się naprawdę nie rozumieć w tym momencie Francji i popatrzył na mężczyznę ze zdziwieniem.
- Pan jest jakiś inny, niż wszyscy...A trafia pan na mnie przez przypadek zapewne.- Uśmiech wrócił mu na twarz. Leo polubił Francję. Francis rozmawiał z nim inaczej niż wszyscy....tak normalnie. I chyba jako jedyny nie traktował go jak diałba czy jakiegoś innego potwora. Leo po części bawiło zachowanie mieszkańców domu, ale także denerwowało. Zawsze traktowali go jak najgorszą plagę nawet jak siedział bez ruchu na fotelu. No trudno...chcą się bać, to niech się boją. Teraz zdziwiło go zachowanie Francji. Co miał mu odpowiedzieć? Znowu nie wiedział o co chodzi Francji.
- Nie wiem co pan tu robi...ani dlaczego pan tu jest.- wzruszył ramionami. W jego głosie nie dało się wyczuć kłamstwa, można było pomyśleć że mówi prawdę.Popatrzył przymrużonymi oczami na Francję. Nie musi mówić mu wszystkiego co wie...
-
avatar
Leo Michaelli

Liczba postów : 79
Join date : 09/08/2013
Skąd : Z tego domu c:

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Francja on Pią Sty 03, 2014 5:25 pm

Zdziwiły go słowa dziecka. Wyraźnie coś ukrywał, Francuz od początku miał takie wrażenie. Ale skoro ten po dobroci nie chce nic powiedzieć, tylko zbywa nieco tandetnymi wymówkami to nie będzie niepotrzebnie naciskał, bo źle to może się skończyć. Nie ma potrzeby wywoływać wilka z lasu, kiedyś Leo sam się przełamie, albo zwyczajnie przez przypadek powie coś więcej. A Francja dogadując się z dzieckiem lepiej niż pozostali mieszkańcy domu, mógł liczyć na większe prawdopodobieństwo dowiedzenia się czegokolwiek. Ale wszystko w swoim czasie, nic się nie da przyśpieszyć.
Inny niż wszyscy... Świetnie, potraktuje to jako komplement, chociaż w jego ustach to nie do końca tak brzmiało...
-To mi dużo powiedziałeś... -westchnął z wyraźną ironią w głosie. -Ale zgoda, powiedzmy, że ci wierzę.
Bo nie mam innego wyjścia, z dzieckiem dogaduję się lepiej niż z nacjami na swoim poziomie, do czego to doszło!
Przyglądał się jeszcze Leo przez długą chwilę. Bądź co bądź ostatnio ten zrobił się niesamowicie spokojny, nikt nie ucierpiał. Francis nie wiedział, czy brać to za dobrą oznakę, czy też wręcz przeciwnie. Ale po słowach, jakie przed chwilą usłyszał, nie czuł się jedną z przypadkowych ofiar i to go uspokajało. Zawsze wolał mieć pewność co do niektórych sytuacji mogących się wydarzyć, na przykład takich jak ta.
-To tak w sumie... Skoro wszystko się mniej więcej wyjaśniło, co będziemy robić? Bo raczej przez cały czas nie będziemy siedzieć i na siebie bezcelowo patrzeć... -ni z gruszki, ni z pietruszki postanowił zmienić temat na coś luźnego i przyjemnego.
Prawdę powiedziawszy, Francja nawet lubił spędzać czas z Leo. Nawet od czasu do czasu się z nim bawił, jak ten o to poprosił. Typowo dziecięce zabawy, ale zawsze była to lepsza perspektywa, niż samotne siedzenie w czterech ścianach przeraźliwie pustego pokoju. Albo przynajmniej można było porozmawiać. Może i odpowiedzi Leo nie były nigdy jakoś specjalnie długie i często trzeba go było ciągnąć za język, stanowiły już swego rodzaju rutynę, do której Francuz zdążył już przywyknąć. W końcu tak często na niego trafiał...
avatar
Francja

Liczba postów : 149
Join date : 09/08/2013
Age : 29

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Leo Michaelli on Pią Sty 03, 2014 5:48 pm

Uh...Francja mu wierzy. To dobrze. Może nie będzie się więcej pytał. Leo lubił rozmawiać z Francuzem, więc musiał się pilnować, aby nie powiedzieć więcej niż by chciał, aby ktokolwiek wiedział. W sumie nawet jakby się dowiedział jeden człowiek...czy to było by coś złego? Chyba że Francis jest jedną z tych osób, które co kolwiek usłyszą rozpowiadają dalej.
- To dobrze...- odpowiedział po chwili z uśmiechem.
Czasami dziwiło go to, że Francja często siedział sam, zamiast przbywać w domu z pozostałymi, śmiać się i rozmawiać z pozostałymi mieszkańcami. W sumie to może jeden z powodów dla których Leo polubił Francję. Nie był głośny jak inni.Popatrzył zaciekawiony na Francję.
- A co by chciał pan robić? - zapytał. Ciekawiło go co może wymyślić Francuz. Nudził się teraz i w sumie było mu to wszystko obojętne. Mógł robić cokolwiek, aby tylko nie stać bez ruchu w jednym miejscu. Bądź co bądź był dzieckiem. I mimo, że nie był taki jak inni...cały czas mał w sobie dużo energi. Lubił biegać i rzadko się męczył. Zabawa była dla niego chyba jedynym sposobem na nudę, ale ci ludzie z domu byli jacyś dziwni. Chociaż Francuz też mógł teraz po prostu chcieć odejść. Ta wersja była całkiem prawdopodobna. Eh... Patrzył cały czas na Francję czekając na jego odpowiedź.
avatar
Leo Michaelli

Liczba postów : 79
Join date : 09/08/2013
Skąd : Z tego domu c:

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Francja on Pią Sty 03, 2014 6:22 pm

Po krótkiej chwili zastanowienia stwierdził w swoich myślach, że nawet jakby Leo powiedział mu coś istotnego i ważnego o tym miejscy, nie powtórzyłby tego nikomu. Bo po co? Nawet Hiszpania i Prusy by się o tym nie dowiedzieli. Co jak co, ale według Francji nie było tutaj nikogo naprawdę godnego zaufania. Nawet dwójka jego przyjaciół się nie wliczała. Z Hiszpanem ostatnio trochę mu się pokomplikowało i nie do końca miał ochotę z nim rozmawiać, a Gilberta widywał raz na długi okres czasu, więc nawet by nie było okazji, aby cokolwiek wypaplać. Czyli Leo mógłby liczyć na sto procent dyskrecji z jego strony.
-Dobrze... Czy ja wiem, czy takie dobrze -na krótką chwilę spojrzał w niebo.
Wróć, co ja plotę, nie chcę wracać do tego tematu!
Teraz zaczął się zastanawiać, co mógłby robić razem z Leo. Prawdę mówiąc nie chciało mu się ruszać z miejsca, a co za tym idzie, nie miał ochoty na zabawy ruchowe. Zapewne w przeciwieństwie do Leo. To bądź co bądź dziecko. Dziwne i czasami straszne, ale jednak to dziecko. A każdy chyba wie, że takowe małe istotki uwielbiają dużo się ruszać i co ciekawe, praktycznie nigdy nie brakuje im energii. Francuz będąc już dorosłym, nie za bardzo miał chęć na zabawy typu berek, czy chociażby w chowanego.
Bardziej lubił gry słowne. Skojarzenia, dokańczanie zdań. Nie tyle, że można było się czegoś ciekawego o drugim graczu dowiedzieć. Po prostu dawało mu to swego rodzaju satysfakcję, że ma do kogo otworzyć usta, czego ostatnio mu brakowało. Kiedyś nawet grał wraz z Leo w wyżej wspomniane gry, ale nic godnego uwagi nie udało mu się wyciągnąć od niego. Więc co by szkodziło spróbować tym razem?
-Wiesz, w sumie nie mam ochoty na ruszanie się z miejsca. Co powiesz na gry słowne? -zapytał ze szczerym uśmiechem na ustach. Lubił po prostu zajmować się dziećmi, zawsze wywoływały u niego pozytywne emocje i wprawiały w dobry nastrój. -Znasz jakieś, czy mam zaproponować? -spytał, jednocześnie patrząc na Leo pytająco.
Był ciekaw, czy ten w ogóle zgodzi się na taką formę spędzenia czasu. Jeśli o zabawy chodziło, Michaelli częściej wybierał coś ruchowego, najczęściej w berka. Taki drobny szczegół, często zdarzało mu się gonić kogoś z nożem. To już tak na marginesie. Ale za nim jakoś nigdy z ostrym narzędziem nie biegał, więc jakby ten jednak wybrał zabawy wymagające wstania z miejsca, Francuz zapewne nic by nie stracił. Ze zdrowiem i życiem na czele...
avatar
Francja

Liczba postów : 149
Join date : 09/08/2013
Age : 29

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Leo Michaelli on Pią Sty 03, 2014 6:50 pm

Popatrzył na Francję pytająco.Czekał cierpliwie na jego odpowiedź. to że się zastanawiał mogło znaczyć że nie chce po prostu odejść, tak jak się tego po części spowdziewał Leo. Zastanawiał się co wymyśli Francja. Francuz był dorosły i mógł nie lubić już takiech gier jak Leo, ale w tej chwili było chłopcu wszystko jedno byle się nie nudzić. Jak był sam bawić się mógł tylko ze swoim czarnym przyjacielem. . Kotem o imieniu Sav. Chociaż ze zwierzakiem fajnie się bawi, ale jednak często się nudził.Teraz kiedy jest tu tak dużo osób nudzi się znacznie mniej. Bo nawet samo obserwowanie tych ludzi było jakimś zajęciem.  
- Gry słowne? - zapytał z uśmiechem i zastanowił się.- Dobrze...- uśmiechnął się i popatrzył na Francję. Gry słowne...To w końcu też była jakaś zabawa i Leo to nawet odpowiadało.
- Niech pan proponuje.- Znał wiele takich gier, ale bardziej interesowały go wybory Francji. zawsze ciekawiło go zachowanie innych. Obserwowanie ich wyborów. Po tym często można było odgadnąć charakter człowieka i jego zamiary. Nawet takie gry mogą dużo powiedzieć. Przez takie słowne gry można poznać człowieka nawet bardziej niż ma się to w zamiarze. Tak więc czekał sobie na propozycje Francji jak na jakąś niespodziankę.
avatar
Leo Michaelli

Liczba postów : 79
Join date : 09/08/2013
Skąd : Z tego domu c:

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Francja on Pią Sty 03, 2014 8:33 pm

Zerknął na Leo w milczeniu, nadal zastanawiając się, jaką grę mu zaproponować. Dziwił go fakt, że ten się w ogóle zgodził. Bardziej spodziewał się sprzeciwu, a nie dobrowolnej, zupełnie niewymuszonej zgody. Przez chwilę wydawało mu się też, iż Leo był przekonany, że po prostu wstanie i sobie pójdzie, tak jak większość tutaj obecnych by zrobiła. Nie, polubił dziecko na tyle, że nie przeszkadzały mu jego psychotyczne odchyły. I tak Michaelli w jego towarzystwie nikomu nic złego nie robił, więc nie miał mu nic do zarzucenia. I jego samego też jakoś specjalnie nie ranił. No, może kilka razy, na początku pobytu w tym domu, ale wszystko zdążyło się już zagoić, więc sprawy nie było.
Wahał się. Nie wiedział, czy jego propozycje nie zostaną odebrane w jakiś niechciany sposób. Głównie nie chodziło mu o to, aby Leo pomyślał, iż ten usilnie próbuje wyciągnąć od niego dokładniejsze informacje na zadane wcześniej pytania.
No, raz kozie śmierć, trzeba spróbować...
-To może coś w stylu dokańczania zdań, albo gra w skojarzenia? -spytał, uśmiechając się po tym krótko. -A jeśli ci nie pasuje, mogę wymyślić coś innego.
Chyba nie wyszło aż tak źle... Ma się ten talent.
Uśmiechnął się sam do siebie. Był ciekawy wyboru dziecka. Zaraz też jednak przez myśl mu przeszło, że przecież Leo mogą nie spodobać się jego propozycje. A nie dał mu przecież wolnej ręki na wypadek takiej sytuacji. Westchnął, po czym na krótką chwilę spojrzał na bezchmurne niebo. Zaraz jednak odetchnął głęboko i znów zerknął na chłopca.
-Ewentualnie, jeśli ci się nie podobają moje propozycje, sam możesz dorzucić coś od siebie -rzucił pośpiesznie.
Teraz mógł spokojnie i bez nerwów oczekiwać na odpowiedź.
avatar
Francja

Liczba postów : 149
Join date : 09/08/2013
Age : 29

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Leo Michaelli on Czw Kwi 24, 2014 9:55 pm

Popatrzył na Francję z uśmiechem. W sumie obie propozycje mu się spodobały. Mógł się dzięki temu dowiedzieć czegoś interesującego o mężczyźnie, którego w ostatnim czasie polubił oraz nawet lubił tą grę. Może takie gry nie były w jego stylu, ale i tak.
-Możemy dokańczać zdania.-Zdecydował w końcu patrząc na blondyna. To może być nawet ciekawe.
-Ale niech pan zacznie.-Dodał jeszcze. Jakoś nie widziało mu się zaczynać tej zabawy. Dlaczego? Po prostu. Bo tak.Ciekawiło go co też wymyśli Francuz. Skrzyżował ręce czekając na Francję.
Przepraszam za długość ;-;
avatar
Leo Michaelli

Liczba postów : 79
Join date : 09/08/2013
Skąd : Z tego domu c:

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Francja on Nie Wrz 07, 2014 12:52 pm

Odetchnął z ulgą. Spokojna zabawa, z której nie powinno wyniknąć nic złego. Będzie można się odstresować, a i dowiedzieć paru ciekawych rzeczy. Owszem, wszędobylska osoba Francisa wiedziała prawie wszystko o wszystkich, a o Leo już niespecjalnie. Idealna wręcz okazja, żeby to nadrobić!
Więc na początek coś banalnego...
- Może nie będę nie wiadomo jak oryginalny, ale może niech będzie... - delikatnie przygryzł dolną wargę, starając się wymyślić pierwszą część zdania. - Uwielbiam, gdy...
Tak, to nadawało się idealnie. Takie banalne, a jednak interesujące. Nie chodzi o konkretną rzecz, którą darzy się jakimś sentymentem, tylko o sytuację. To mimo wszystko jest spora różnica. A odpowiedź mogła okazać się niecodzienna tak samo jak całe jestestwo chłopca.



(W ramach gonienia do zaległych odpisów. Pomimo zgłoszonej nieobecności. I chwalić długość - wyszłam z wprawy.)
avatar
Francja

Liczba postów : 149
Join date : 09/08/2013
Age : 29

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Leo Michaelli on Pon Wrz 08, 2014 5:07 pm

Zastanowił się chwilę nad odpowiedzią, po czym ze swoim psychopatycznym uśmiechem odpowiedział: - Jak ludzie krzyczą i uciekają. To takie śmieszne czasami~ - Zaśmiał się patrząc w ziemię. Naprawdę lubił patrzeć na strach innych i nie wydawało mu się to wcale dziwne. Miał dobry wzór do naśladowania... Zastanowił się nad zdaniem dla Francji. Mimo tylu przeżytych lat nadal miał tę dziecięcą ciekawość i chciał się jak najwięcej dowiedzieć o nowych mieszkańcach swojego domu. A skoro Francuz sam zaproponował taką zabawę, mógł zacząć od teraz. W końcu podniósł głowę i patrząc przy tym w oczy Franka ( bo przecież DOBRZE wychowany i wie, że jak się do kogoś mówi to trzeba patrzeć w oczy) - Teraz pan. Denerwuje mnie gdy... - zadał z myślą, że kiedyś może mu się przydać taka informacja. Przechylił głowę czekając na odpowiedź.
avatar
Leo Michaelli

Liczba postów : 79
Join date : 09/08/2013
Skąd : Z tego domu c:

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Francja on Sob Paź 11, 2014 6:21 pm

Aż go zmroziło, gdy usłyszał wreszcie wyczekiwaną odpowiedź. Czy tak powinno mówić zwyczajne, niewinne dziecko? Francis doskonale wiedział, że nie, ale... Co on miał niby w tej kwestii do zrobienia? Zdążył przyswoić fakt, że Leo to wielka indywidualność, która, ładnie mówiąc, ma zdanie innych w głęboki poważaniu. Więc Francuz mógłby w najlepsze rozprawiać o tym, że wie, co dla niego lepsze, robi źle i tym podobne rzeczy - w wytykaniu cudzych błędów mało miał sobie równych. Dziecko i tak miałoby go daleko gdzieś, chociaż sprawiałoby wrażenie idealnego słuchacza. Kiedyś próbował jakoś do niego dotrzeć, ale po dość krótkim czasie zaniechał. Nie lubił skaz na swoim idealnym ciele.
-No... no tak tez można - wymamrotał, nie kryjąc zaskoczenia, które towarzyszyło mu jeszcze dłuższą chwilę. A przecież trzeba było jeszcze wymyślić zdanie do dokończenia. Cóż, powinno być to coś banalnego, ale jednak dającego spore pole manerwu w niedalekiej przyszłości. Ha, wpierw trzeba było dokończyć zdanie wypowiedziane przez Leo. Najlepiej szczerze, młody Michaelli wręcz znakomicie wyłapywał kłamstwa. Konsekwensje, jakie wyciągał były wiadome. - Denerwuje mnie, gdy ktoś jawnie przeczy mojej potędze i wspaniałości - jego odpowiedź nie była chyba wielkim zaskoczeniem. Zgodna z prawdą? Jak najbardziej. - To teraz znów Ty. Smutno mi, gdy...
Przez cały czas starał się unikać spojrzenia dziecka. Spojrzenie urokliwych, lazurowych tęczówek było szalenie rozbiegane i skupiało się na krótkie chwile na różnych przedmiotach. Od kwiatów po dalekie drzewa. Jakoś tak nieswojo było mu na niego patrzeć. W tym spojrzeniu zawsze było coś, co przyprawiało o ciarki. Nic przyjemnego...
avatar
Francja

Liczba postów : 149
Join date : 09/08/2013
Age : 29

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Leo Michaelli on Czw Lis 13, 2014 8:54 pm

Przekrzywił głowę patrząc na Francję. Ten człowiek jest aż tak pewny siebie? W sumie to Leo słyszał kilka razy jak ten sprzeczał się z innymi na takie tematy. W sumie Leo to nie przeszkadzało. Sądził, że każdy może być taki jaki chce dopóki mu nie to nie przeszkadza. A Francja nie dość, ze jest miły to jeszcze może się w przyszłości na coś przydać. Przyglądając się Francisowi zaczął myśleć nad odpowiedzią.
- Smutno mi... - powtórzył pod nosem nadal się zastanawiając -...gdy nikt nie chce się ze mną bawić - powiedział wzruszając ramionami. Francuz nie musi znać jego żadnych słabych stron, więc powiedział pierwsze co przyszło mu na język. - Teraz pan. Bardzo lubię gdy... - powiedział patrząc na Franka, który najwyraźniej kontaktu wzrokowego utrzymać z nim nie zamierzał. Dla Leo to było raczej nie kulturalne nie patrzeć w oczy rozmówcy, ale zdążył się nauczyć, że niektórzy domownicy nie mają za grosz manier. Tak więc, starając się nie zwracać na to uwagi zaczął się kiwać na boki.
avatar
Leo Michaelli

Liczba postów : 79
Join date : 09/08/2013
Skąd : Z tego domu c:

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kwieciste ogrody

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach