Zagajnik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Zagajnik

Pisanie by Polska on Pią Sie 09, 2013 8:46 pm


O zagajniku można powiedzieć niewiele, bo w sumie nie różni się niczym od innych. kłębisko drzew rosnących na ciemno zielonej trawie.Szum drzew przypomina piękną, lecz smutną muzykę.Do zagajnika prowadzi wąska ścieżka. Na samego wejścia strzeże, zarośnięte bluszczem, popiersie mężczyzny. Za bliska widać, że osoba wykuta w kamieniu ma smutny wyraz twarzy. Najdziwniejszą rzeczą w posągu mężczyzny jest fakt, iż nie ma on ust. Smutne oczy mężczyzny skierowane są w stronę domu.


Ostatnio zmieniony przez Polska dnia Sob Wrz 13, 2014 6:22 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Polska
Władza!
Władza!

Liczba postów : 77
Join date : 24/06/2013
Age : 99
Skąd : Z twojej szafy

Zobacz profil autora http://this-is-hetalia.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Pon Paź 14, 2013 9:02 am

Dzień był ewidentnie piękny. Dawno już nie spacerował. Błękitne spojrzenie Ameryki wyłapało gdzieś na niebie białą gołębice lecącą w stronę domu. Jak nic zwierzątko jakiejś nacji. Tymczasem do jego uszu dobiegło miauczenie jego kota. Brewster jak zwykle wlazł w jakieś krzaczory i ie wiedział jak wyjść. Rozbawiony wizją puchatego ogona w kłębie patyków i kota próbującego się ich wyzbyć ruszył za miauczeniem. Jednak gdy dotarł na miejsce kot wcale nie siedział w krzakach, tylko przed pomnikiem zaciekle się wpatrując. Zaskoczony tym przykucnął obok zwierzęcia, które na chwilkę na niego spojrzało by po chwili znów gapić się na kamień. Ameryce ewidentnie wydało się to dziwne więc także obdarzył pomnik spojrzeniem. Wystarczyła chwila by błękitnooki skrzywił się na jego widok.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Sob Lut 01, 2014 10:32 pm

Dzień był ładny jak na porę roku. I to blondyn musiał szczerze przyznać, że całkiem podobała mu się taka pogoda. Dla samego Arthura, w jego kraju każdy miesiąc wygląda podobnie: deszcz na przemian ze słońcem w akompaniamencie chmur. A zatem nic dziwnego, że jednak obecna aura pogodowa była nad wyraz dobra dla Anglika. Nic nie zapowiadało opadów atmosferycznych, w żadnej postaci. Temperatura była na tyle dobra, by nie było mu za zimno, ale też na tyle chłodna by mieć nadzieje, że nikt nieproszony nie postanowi wyjść na spacer. Cóż… Dla niektórych jesień była etapem chodzenia już w kurtkach i dużo cieplejszych bluzach, natomiast dla Anglii był to zaledwie czas pokazywania się w nieco cieplejszym golfie.
Jak było wspomniane, postanowił wybrać się na spacer. Chciał wybrać najbardziej bogate w magiczną energie miejsce, które nie byłoby zbyt zatłoczone. Mógł na spokojnie, zatem wybrać las… mroczny i tajemniczy. Od wieków źródło mistycznej mocy i mieszkanie wielu magicznych istot. Ale było zbyt duże ryzyko, że nie tylko on je wybierze. W końcu zakochane pary… i pewnie jeszcze jezioro po środku. Pomimo pięknych wyobrażeń nie miał zamiaru spotkać żadnej istoty dwunożnej, która reprezentowałaby gatunek Homo Sapiens. Procent ludzi całkowicie reprezentujących antonim łacińskiej nazwy był zbyt wysoki. Wolał sobie oszczędzić tracenia nerwów i wybrał najkrótszą drogę do…zagajnika? W sumie to wygląda jak miniaturka lasu, czyż nie? Tak wiec szedł spokojnie wydeptaną drogą w dłoniach dzierżąc książkę z magicznymi zaklęciami. Czyste hobby? Nie tylko. Nie zapominajmy, że nie jest jakimś Czarnoksiężnikiem z Oz to jednak trochę posiada zdolności ponad ludzkie możliwości. Taka nauka nieco pomagała i rozwijała nikłe umiejętności maga. Niemniej, jadeitowe oczy zapatrzone w książkę zupełnie odciągały uwagę Arthura od drogi i to tylko sprawiło, że nagle coś kopną. Coś chyba sporego, bo aż palce go zabolały i cofną się o krok. Spojrzał w górę ponad książkę i w głębi duszy jękną. Mogło być gorzej… mógł trafić na Ropuchę. Chyba… Wyrośnięty blondyn przed nim nie był i tak dobrą partią do rozmowy. Zwłaszcza, że reprezentował ten procent ludzi, którzy są całkowitym przeciwieństwem znaczenia słowa Homo Sapiens. Ale skoro go kopną, bo to było jedyne przychodzące do głowy rozwiązanie, nie bardzo miał teraz jak zniknąć niezauważony. Stał zatem nieruchomo, trochę jak głupiec wpatrując się w personifikacje Ameryki. Może jak pomilczy, to chłopak na niego nie zwróci nawet uwagi?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Sob Lut 01, 2014 10:49 pm

Wpatrywał się dalej w pomnik. Zastanawiał się kogo ten przedstawia. Nie był to żadne prezydent, ani  ważna osobistość XX wieku. Nie przypominał gwiazdy, a złoczyńcom nikt pomników nie stawiał. Chyba, że nazwą "złoczyńca" określano jakiegoś władcę. Monarchę złego i okrutnego. Użynającego języki za powiedzenie coś na jego temat.
Wzdrygnął się obrzydzony taką władzą. Zarazem kusząca, a przerażająca perspektywa.
Jego przemyślenia przerwało kopnięcie. Berwster syknął na spółkę ze swym panem i zwiał gdzieś w krzaki, pewnie pogonić za jakimś ptakiem, a potem ubrudzi mu padliną dywan w pokoju. Rozmasowywał obolałą kostkę i spojrzał spod łba na stojącą obok postać. I nawet znajome brwi nie ochłodziły jego złości, a tym bardziej bólu. Jego spojrzenie prześlizgnęło się po postaci Arthura.
"Czy on myśli, że jak ustanie w bezruchu to wtopi się w tło i nikt go nie zauważy" pomyślał krytycznie widząc reakcję starszego państwa.
-Z tego co pamiętam, zawsze mówiłeś, że wypada przeprosić osobę kopniętą. Chyba że w Savior-vivre pojawiła się nowa notka, że młodszych od siebie należy zignorować.- nie mógł sobie darować złośliwości. Od zawsze Anglia tłuk mu do głowy zasady dobrego wychowania. A gdy wreszcie może je zaprezentować, on zachowuje się identycznie jak mała kolonia, mająca nadzieję, że tym razem nie dostanie klapsa. Podniósł się sprawnie by teraz móc patrzeć na Anglika bez poczucia niższości.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Nie Lut 02, 2014 5:03 am

Trzeba przyznać, iż zachowanie Arthura było niedopuszczalne. Nie wypadało tak milczeć. W końcu to było niekulturalne, a kto jak kto, ale Anglia bardzo cenił sobie kulturę osobistą. To poniekąd go wyróżniało na tle innych degeneratów tego społeczeństwa. I nawet, jeśli przed sobą miał nikogo innego, jak okaz najgorszego pokazywania własnych manier to powinien być mądrzejszy i coś powiedzieć. Nawet, jeśli dla niektórych osób słowa „Przepraszam”, „Dziękuje” i „Proszę” były jak paląca trucizna i nie mogły przejść przez angielskie gardło. Nim jednak zmobilizował się, by to zrobić, chłopak wstał z klęczek i zmusił Arthura do podniesienia nieco wzroku. Nienawidził tego jak jego młoda kolonia tak straszliwie wyrosła. Najgorsze było to, że musiał na kogoś patrzeć z dołu. On, osoba, która zawsze sama patrzyła na ludzi z góry z władczą miną. Charyzmatyczne i silne Imperium musiało teraz znosić nieznośny wzrok dzieciaka, który śmiał wyrosnąć na jakiś sterydach z fastfoodów zapewne.
Na słowa Alfreda jego oczy rozszerzyły się by po chwili zwęzić chłodno, zaś szczęka zacisnęła się najmocniej jak to tylko możliwe z niemal słyszalnym zgrzytem. Zacisnął mocniej dłonie na książce i starał się nią nie przywalić tej pustej głowie pod blond szopą włosów. Jak on w ogóle śmiał pouczać Arthura i to jego własnymi zasadami, jakie wpajał mu przez cały okres wychowywania?! Nagle przypomniało mu się, że trzeba mówić „magiczne słowa?
-A może uważasz, że należy ci się dużo większy szacunek szczeniaku? – prychną w myślach nadal, jednak zachowując kamienną twarz. Wziął głęboki wdech przez zaciśnięte zęby i opuścił ręce by obdarzyć Amerykę najgodniejszą byłego władcy świata postawą Imperatora, z wcale nie wyimaginowaną sporą obecnie pozycją. Nawet nie starał się przybrać twarzy kształtu uśmiechu. I tak byłby bardziej krzywy niż można by odbić normalny uśmiech w zwierciadłach, które znajdują się w Wesołych Miasteczkach.
- Savior-vivre niestety nie wspomina o tym, że trzeba przeprosić kopiąc przerośnięty kawał mięsa, który nie ma za krzty ogłady i manier. Nie jest także wspomniane by dziecko nieprzestrzegające zasad wymądrzało się na temat kultury osobistej. – odgryzł się po chwili ciszy i dopiero teraz obdarzył dzieciaka upiornie wykrzywioną parodią uśmiechu. - Jestem jednak dżentelmenem i zostawiłbym plamę na honorze, gdybym nawet takiemu osobnikowi jak ty odmówił grzeczności. Zatem… przepraszam.- Wycedził w końcu przez zęby odpowiednie słowo i mrożąc spojrzeniem jadeitowych oczu swoją byłą kolonie.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Nie Lut 02, 2014 10:42 am

Miał ochotę powiedzieć mu by powiedział to jeszcze raz. Zmusić go do wypuszczenia przez gardło tego jakże bolesnego słowa. Co do obraz to spłynęły po nim jak woda po kaczce. Może gdzieś głęboko poczuł się dotknięty do żywego ale nie okazał tego po sobie. Na jego twarz po przeprosinach Anglii wstąpił radosny uśmiech. Alfred, nawet jak nie było mu do śmiechu potrafił uśmiechać się tak, by wyglądało to na szczere i przyjazne. Teraźniejsza potęga świata mimikę twarzy opanowała do perfekcji. W przeciwieństwie do starszej nacji, której twarz zdradzała więcej niż powinna.
"Jakim cudem tak długo byłeś potęgą, skoro z twej twarzy można czytać jak z otwartej księgi?" pomyślał. Jego brano za idiotę i to Alfredowi nie przeszkadzało. Dzięki temu mało kto przejmował się "złą" stroną Alfreda. Tą, która kryje się pod słowami "Pokój i Demokracja" i dziecinnym uśmiechem.
-Skoro jesteśmy już po miłym przywitaniu i okazaniu kultury to może teraz zdradzisz mi gdzie podążasz?- jedno spojrzenie na ściskaną przez niego książkę podpowiadało mu, że Anglik zamierza odprawiać jakieś podejrzane rytuały. Jego kuchnia, choć zjadliwa dla Alfreda nie należała do najlepszych. No chyba że w tabeli "najgorsze trucizny świata". Tam zajmowały pierwsze miejsce od wielu, wielu lat. A skoro tak źle mu szło mu gotowanie, to jaka szansa jest na to, by i te jego pseudo-czary były dobre?
Ale mimo wszystko Alfred od dziecka uwielbiał sztuczki magików. Co prawda powiesił kilka czarownic za opętanie trzech dziewczynek, no ale to było co innego.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Nie Lut 02, 2014 8:51 pm

To by było w stylu Alfreda, dziecinne wymuszanie powtarzania pochwały. Szczypty tego, że coś zrobił dobrze, mimo, że to nic w porównaniu z oceanem głupot, jakich narobił. Było to poniekąd trochę, a nawet bardzo żałosne. Nie umiał przyjąć krytyki i napuszał się jak paw od najmniejszych pochwał. Kto, jak kto, ale to Arthur powinien się najbardziej czuć za to odpowiedzialny. Za bardzo rozpuścił gnojka i teraz ma tego efekty. Ale chyba trochę za późno na oddanie go do „Surowych Rodziców”, więc niestety musiał znosić tą durną pozę Ameryki. Sztuczną i tak udawaną, że aż mdliło. Owszem większość osób się na to nabierało, w sumie niemal cały świat. Ale wyjątkiem był Arthur. Ten, który jako jedyny widział prawdziwy uśmiech kolonii i umiał odróżnić go od odrażająco słodkich, sztucznych uśmiechów. I wiedzieliście? Kiedy uśmiechamy się nieprawdziwie kąciki naszych oczu zostają niewzruszone, dopiero ze szczerym uśmiechem unoszą się.
Arthur natomiast był całkowitym przeciwieństwem Alfreda. Wcale nie pokazywał sztuczności. Jego zgorzknienie i zirytowanie było najprawdziwszym z uczuć, jakim obdarzał niemal każde żyjące stworzenie. Każde było dla niego nędzne, a już zwłaszcza stworzenie stojące obecnie przed nim. To, co stworzyło Imperium Brytyjskie było potworem, który umiał, gdy nadchodziła potrzeba nie okazywać nic jak tylko potęgę i charyzmę. Te ponure oblicze, które sam niebieskooki mógł kilka razy ujrzeć. Chłodnie i opanowane, mrożące krew w żyłach i przywołujące na myśl ryk lwa.
Jego uśmiech natychmiast zniknął i zastąpiła go zwyczajna mina, Arthura jaka nie pasowała do żadnej emocji. Po prostu, jakby nic się nie stało i nie miał, czego komentować mimiką twarzy.
- Niestety nie widzę ku temu potrzeby. – odparł natychmiast wwiercając się oczami w duszę chłopca. Nie był zły, nie mówił z ironią. Po prostu brzmiał. Nie miał dziś absolutnie żadnej ochoty przebywać z Alfredem. Już to miłe przywitanie było zbyt denerwujące, a tu trzeba spokoju do opanowywania magii. - A teraz przepraszam, ale nie mam czasu na głupoty. – odparł z równie obojętnym tonem, co wcześniej i postanowił wyminąć Amerykę by iść dalej ścieżką i móc spokojnie poczytać.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Nie Lut 02, 2014 9:13 pm

Spojrzał znów krytycznie na książkę ale nic nie powiedział. Jednak z drugiej strony nie chciał zostawać sam. Tylko co mogłoby zainteresować takiego gbura jak Arthur?
Jego spojrzenie znów padło na pomnik.
-Zauważyłeś jaki on jest dziwny?- spytał wskazując w jego stronę. Teraz uznał popiersie za odrażające.-A zarazem ciekawym jest kim on był. Czym się zajmował że postawiono mu pomnik. Że utrwalono jego twarz w kamieniu...-zaczął ciągnąć, wpadając we własną pułapkę. Zainteresowanie tym dziwnym pomnikiem wzrosło.-Czy był zbrodniarzem okrzykniętym mianem wybawiciela? A może tylko bogatym próżniakiem, pragnącym, by chociaż jego wygląd pozostał zauważony, skoro imię nie może.- ciągnął dalej swoje przemyślenia. Było ich dużo a perspektyw tak wiele. Westchnął jednak ciężko. Rozmyślenia przyciągały to o czym Alfred myśleć nie chciał.
Był to np. rasizm prezydenta Lincolna czy traktowanie, przez pierwszych osadników Indian. Wykorzystywanie czarnoskórych...
Z historycznymi wspomnieniami dołączyły przemyślenia nad własnym charakterem. Sztuczna uśmiechnięta maska odczepiła się od ust a krańce ust wracają na swoje stare miejsce. Smutne spojrzenie wpatruje się w pomnik. Jeden głupi kamulec, w którym ktoś kazał wyrzeźbić swoją paskudną buźkę, a wybudza w nim wiele niechcianych myśli. Wściekły wepchnął swoje ręce do kieszeń. Czekał aż Arthur prychnie i odejdzie myśląc coś w stylu "głupi dzieciak" lub jakąś inną, gorszą  obelgę.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Pon Lut 03, 2014 7:55 pm

Zignorował ów krytyczne spojrzenie. Nie miał zamiaru ponownie tracić nerwów na młodszą nację. Wiedział, że ten uważa magię za fantazje i bajki. Sam Arthur też nigdy nie raczył pokazać Alfredowi prawdziwego oblicza swych nadprzyrodzonych mocy. Nie znaczyło to jednak, że ich nie miał. Nie były to, co prawda zdolności rodem z Hogwartu, ale w jakimś stopniu opanował magię chociażby do leczenia ran, czy takiej czynności jak zapalanie w powietrzu świetlistych punktów, by oświetlić sobie drogę, gdy znikąd nie dało się uzyskać ludzkiej pomocy, a wzrok był bezradny.
Ruszył zatem by iść powoli w swoim kierunku, który niestety skończyłby się na murze okalającym wyspę, jednak pozwalał na spacer na świeżym powietrzu i może znalezieniu magicznej istoty, która opowiedziałaby mu o tym miejscu. Choć dziś chyba nie będzie mu to dane. Zatrzymał się w pół kroku na słowa Alfreda obdarzając go nieco zdziwionym spojrzeniem, by po chwili powędrować za jego wzrokiem na popiersie. Tak zajął się myśleniem nad Ameryką, że zatracił kontakt z otaczającym światkiem. Wpatrywał się w kamienną rzeźbę i czuł coraz większy smutek. Pomnik nie był zwykły, to na pewno. Miał w sobie jakąś ukrytą moc, coś w nim było zbyt ludzkie i... Arthur teraz dostrzegł, ze oczy są zwrócone ku domostwu. Nagle przeszła go ponura myśl, która zmroziła mu krew w żyłach. Mimo iż na zewnątrz zielonooki blondyn wyglądał jak niewzruszony obserwator jakiegoś dzieła, to w środku powstała straszna idea, że może człowiek został zaklęty w kamień przez urok podobny do wzroku mitologicznej Meduzy i dla uciechy władcy domu postawiono tylko fragment biedaka w zagajniku dla tych, którzy ośmieliliby się ponowić jego błąd. Mogła to by być świetna opowieść na bajkę, jednak Arthur wierzył w magiczne moce i nie ujmował z wymyślonej przez siebie hipotezy tylko, dlatego, że brzmiała nierealnie.
Można by pomyśleć po jego wyglądzie, że bardziej się skupił na rzemiośle rzeźbiarskim niż słowach Alfreda. Ale, mimo iż jadeitowe oczy wpatrywały się w kamień to uszy słuchały uważnie słów jankesa. Nie mógł się nie zgodzić, że popiersia stawiane były znanym. Były inne jak malarstwo... tam można było wymyślić postać i namalować. Posłużyć się czasem modelką, lecz niemającą wiele wspólnego z oddaniem jej czci. W końcu czy ktoś wie, kim na prawdę była Mona Lisa? Jednak popiersia to, co innego. Juliusz Cezar, William Shakespeare, Lenin... Oni wszyscy coś znaczyli, coś osiągnęli w życiu. Nawet, jeśli nie zawsze były to sławetne czyny to wyróżniały ich na tle "śmiertelnych".
Jednak największą uwagę powinny skupiać nie smutek, jaki wyrażała twarz, lecz brak ust. Żart twórcy? Groteska nie pasowała do uczuć, jakie i tak przywoływały się po zobaczeniu dzieła. A może się starły przez ząb czasu? To chyba też nie to, popiersie nie wyglądało na aż tak zniszczone i czemu akurat to usta miałyby się odkruszyć, a nie delikatniejsza część. Na pewno nie grasowali tu też wandale, więc...
- Może miało być ostrzeżeniem? - powiedział w przestrzeń jakby sam do siebie. Nie odwrócił wzroku od figury i zmrużył tylko oczy, przypominał upiora, który patrząc na cierpienie innych nie ma w sobie cienia empatii by nawet im współczuć. - Przypomnienie o tym, że pracują tu i nie mają prawa oceniać swego pana. Może, zatem ten człowiek, którego widzisz popiersie powiedział coś, czego nie powinien. - dodał z chłodną obojętnością. Cóż, historia pokazała mu zbyt wiele okrucieństwa i zbyt wiele bezwzględności nauczyła, by teraz mógł czuć to, co mogła inna, nieznana mu osoba. Słowa po chwili jednak odbiły mu się echem niczym ponury wyrok. Odchrząknął i dodał nieco cieplej odwracając twarz w stronę Ameryki. - Albo przeciwnie, nie powiedział tego, czego nie powinien, bo mógłby zaszkodzić. Wtedy, zatem ktoś oddał cześć lojalności, jaką mężczyzna się wykazał.- Zakończył trochę bardziej optymistycznie. Czemu nie wyśmiał chłopca za jego rozmyślanie? Bo w końcu było to coś, co nie było głupotą, na jaką marnował tlen. Zastanawiać się nad istotą jakiegoś dzieła nie jest grzechem, by musieć to tępić. Gdyby tak było poloniści i krytycy już dawno powinni spłonąć w piekielnych czeluściach. Owszem, nieco zdziwił się nagłym zainteresowaniem taką błahą rzeczą, lecz domyślał się, że szczypta ciekawości wystarczy, aby Alfred całym sobą wdrążał się w temat. 

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Pon Lut 03, 2014 8:46 pm

Nie zdążył ucieszyć się że Anglia jednak złapał nitkę przynęty. Faktycznie posąg za bardzo zaśmiecał jego głowę. Tylko na chwilę spojrzał na Anglika, by sprawdzić co ten robi. Znów usiadł przed pomnikiem.
-Ostrzeżenie? Hym... Może był domowym szpiegiem i ktoś pociągnął go za język, więc został ukarany a jego oblicze wykorzystano do niemego przekazania innym, jemu podobnym co ich czeka za zdradzanie tajemnic?- Alfred miał dużo ciekawych koncepcji. Niektóre dość zwariowane, a inne bardzo fantastyczne. Czego jak, czego ale Ameryka gdy chciał to potrafił puszczać wodze fantazji. Sęk w tym, że rzadko potem dawał radę je znów złapać. Wtedy jego myśli były, jak pędzący wóz bez woźnicy, który jedzie drogą w górach. Jeszcze chwila i po wozie nie będzie ani śladu. Tak samo było z wyobraźnią Alfreda. Gdy raz się w nią zagłębił szybko z niej nie wracał. Obserwował uważnie pomnik.
Co do optymistycznej wersji wątpił w nią. Dworacy byli często zbyt dumni by stawiać służalczej hołocie pomniki. Alfred dobrze to wiedział. Dorosłym wydaje się, że dzieci wiedzą i wiedzą niewiele. Że łatwo je oszukać i omamić. To nie jest prawda. Dzieci też dobrze obserwują. A mały Alfred był w tym mistrzem. Potrafił oglądać krwawe masakry z rozdziawioną buzią, a dorośli koloniści głaskali go przy tym po główce. Bo mały, słodki szkrab uczy się jak postępować z innymi. Tymi, którzy nie są tacy sami jak my. Tymi, którzy są gorszy.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Czw Lut 06, 2014 6:22 pm

Zainteresowanie było raczej przelotne, w posągu nie było nic, co mogłoby bardzo przykuć uwagę Arthura. Ot, zwyczajne popiersie. Może i nieco posępne, ale to nadal tylko zwyczajny kawał kamienia. Nie było w nim nic, co zmuszałoby go do myślenia czy podziwiania go. Jeśli nawet dałoby się go ożywić magią na nic by się to zdało. Postać dalej by milczała jak zaklęta.
Przemilczał sensacyjne przypuszczenia Alfreda. Fantazjowanie było dziecinną zabawą i jeśli do rozwiązania nie dało się dojść drogą dedukcji i dowodów, to było ono bez owocną paplaniną zabierającą cenny tlen. Ale nie zwrócił za to uwagi młodszej nacji. To nie miało sensu... Zresztą, skończyłoby się na tym, że Ameryka by go zignorował i snuł dalej absurdalne myśli tworząc coś jeszcze dziwniejszego! Byleby zaraz nie zaczął znów snuć swoich domysłów. W końcu to, co powiedział było i tak zapewne mało ekscytujące i brutalne jak na połowie jego filmów. Pewnie już dokładał krwawe scenki porachunków gangów i karkołomne pościgi! 
- Jeśli tak myślisz... - rzucił tylko niedbale i po raz ostatni obdarzył popiersie spojrzeniem, by kategorycznie oderwać od niego myśli i ruszyć dalej. Bardzo subtelnie pożegnał się już wcześniej, więc nie miał zamiaru ponownie strzępić języka na słowa "dowidzenia" i tylko ruszył przed siebie zupełnie zapominając o posągu i z cichą nadzieją opuszczenia miejsca, i nie przebywania z Alfredem w jednym miejscu, i w tej samej czasoprzestrzeni.
Niestety... raz spotkanej osoby tak łatwo z pamięci nie wyrzucisz. Jak na złość, zatem, Alfred nadal został przy boku Arthura. Bądź, co bądź tylko myślami, ale jednak został i bardzo umiejętnie zasnuwał rozmyślania byłego kolonialisty. Było wiele spraw względem relacji tej dwójki. Anglia znał całą historię lepiej jak nie jedna książka, a mimo to czuł, że nie mógłby nic poradzić na to by mając możliwość zmienić ją jakoś na lepsze. Owszem, mógł ograniczyć dostęp Ameryki do historii Europy pozbawiając go myśli o np. Oświeceniu, ale czy to i tak zmniejszyłoby jakoś niechęć względem Stamp Act? Zresztą... nie tylko on miał coś na sumieniu... To nie on przecież wszczął krwawą rewolucje? Owszem, Indian stopniowo "izolował" od miast, ale nie przypuszczałby, że młoda kolonia obróci wobec niemu tak krwawy odwet za te lata starań, gdy było mu dobrze.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Czw Lut 06, 2014 8:46 pm

Spojrzał za nim. Faktycznie wojna o własną niepodległość była z dość dziwnych pobudek. Co prawda, Alfred nigdy by tego nie powiedział, ale powód walki był po prostu samolubnym marzeniem by być w końcu sam. Żeby nikt mu nie mówił co ma robić, gdzie robić i ile płacić. By na rozkazy nie musieć czekać kilka miesięcy bo król jest na drugim, znanym mu końcu świata. To właśnie przytłaczało dzieciaka. Łudzenie się Anglika, że Alfred zapłaci, za prowadzoną z skończoną wojnę przeciwko Francji było tylko pretekstem.
-Arthur czekaj!-krzyknął nagle podbiegając do niego. Jakoś nie chciał zostawać sam. Nie teraz. Cofanie się w przeszłość za bardzo bolało. Jest teraz mocarstwem, a łzy są dla bab. Nie może okazać słabości. Jednak przeszłość domagała się rewanżu. Teraz chciał tylko trochę poprzebywać z kimś. Nawet za obelgę byłby mu teraz wdzięczny.-Dziwne rzeczy dzieją się w tym domu prawda?- zaczął pierwszy lepszy temat. Niepokoił i irytował go ten dzieciak. Rozumie traumę i takie tam rzeczy no ale bez przesady. Co za dużo to niezdrowo, a on aż po uszy miał samowolki tego dzieciaka.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Pią Lut 07, 2014 7:21 pm

Według Arthura było to głupie marzenie. Ale czy się dziwić? Nigdy nie był w sytuacji, kiedy to jemu narzucano zasady. To zawsze on miał piecze nad kimś, a nie ktoś nad nim. Nie mowa tu oczywiście o przyjacielskich kontraktach wymagających wręcz odpowiednich zachowań, lecz o tym, że Anglia nigdy nie był nikomu podległy. No dobrze, raz był. Ale nie na tyle długo by móc myśleć o rewolucji w krwawy sposób. Wystarczyło chwile poczekać, politycznie zagrać. Znów mógł być sobą. Potem wszystko właśnie skracało się do politycznych sprzeczek o koronę. Intrygi, morderstwa, zbrodnie. Wszystko było ładną grą, lub raczej tłem dla dążenia do władzy poszczególnych osób. Ale wszystkie osoby dążyły do miana zostania królem. Władcą, który sam może decydować o kraju. Nigdy lud nie sprzeciwił się władzy... Ale tym się właśnie różni monarchia od demokracji.
Zresztą... W przeciwieństwie do Portugalii, Arthur był wyrozumiałym kolonialistą. I nie, wcale nie uważał, ze robił źle odbijając sobie straty wojny z Francją na Ameryce. W końcu po to były kolonie, po to je zdobywał, by przynosiły zyski, w razie potrzeby nawet większe. Nie rozumiał także suwerenności Ameryki. Cała była 'jego". I wcale Arthur nie wykazuje się megalomanią. Rzeczywiście, gdyby nie on Ameryka nie byłaby dziś prawdopodobnie Ameryką. To jego statki dotarły do Nowego Świata i pokazały jak budować prawdziwe domy, co to sztuka. To Anglicy zamieszkali na lądzie pełnym czerwonoskórych, Alfred był nikim innym jak jego dzieckiem. (Pomijamy Holendrów i Nordyków... oni się nie liczą!). Cała manufaktura była niczym innym jak dziełem Anglii. Ale chyba nie miał obecnie, co oczekiwać wdzięczności...
W zamyśleniu ledwo dotarł do niego głos, jaki go wołał. Zatrzymał się nieco rozkojarzony jednak po dosłownie sekundzie oprzytomniał wpatrując się intensywnie w byłą kolonię. Świdrujący duszę wzrok wskazywał jednoznacznie, że wolałby zostać sam niż słuchać głupot blondyna. Niestety... używał tak często tego wzroku, a mimo to Alfred nigdy nie zrozumiał, o co w nim chodzi. Westchnął z bólem wewnątrz siebie i wysłuchał z niezbyt wielkim zainteresowaniem słów niebieskookiego. Akurat, co to dziwnych rzeczy, Arthur był przyzwyczajony i rozumiał czasem lepiej świat nadprzyrodzony jak ten realny. Nie był zaskoczony, zatem istnieniem...jak mu tam? Leo? Nie miał okazji go jeszcze spotkać osobiście, ale coś słyszał i...chyba to mu wystarczyło do szczęścia. Nie miał zamiaru spotkać tego nadprzyrodzonego bytu pełnego gniewu, bo trudno inaczej znaleźć przyczyny jego zachowania.
- No i? - spytał powoli Anglik unosząc jedną brew i splatając ręce na klatce piersiowej. Serio, miał lepsze rzeczy to roboty jak wysłuchiwanie tak "rewelacyjnych" wiadomości od Alfreda. - Nie tylko w tym domu, na całym świecie. - dodał obojętnie.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Pią Lut 07, 2014 9:35 pm

Monarchia dla Alfreda była irytująca. Ludzie byli już  z góry podzieleni na tych u władzy i tych bez niej. Demokracja dawała złudną nadzieję równości. Równości, której tak naprawdę nikt, nigdy nie osiągnie.
Złudna przykrywka.
Na wspomnienie o tym że na całym świecie tak jest zatrząsł się jak małe dziecko. Alfred wcale nie bał się horrorów. On bał się filmów w których udowadniano, że duchy, potwory i straszydła naprawdę istnieją. To napawało go lękiem i podrzucało straszne sny i wizje. Po raz pierwszy widać było, jak bardzo z równowagi wyprowadziło go to zdanie. Kraj, który obejmuje znieczulica na widok mordowanych starszych, kobiet i dzieci, albo bratobójczych walk, trząsł się ze strachu na myśl o duchach. I teraz, miał ochotę przytulić się do Anglika, by ten jak za dawnych lat roztoczył nad nim magiczne pole odganiające wszystko co złe. Chciał znów usłyszeć jego zapewnienia, że nic się nie dzieje, a Alfredowi nic się nie stanie. Czasami pragnął znów powierzyć mu wszystkie swoje sekrety, pragnienia, marzenia i być pewnym, że Anglia nikomu ich nie zdradzi. Że naprawdę się cieszy z brzydko nabazgranego, ołówkiem rysunku, bo przywiózł Alfredowi kolejne ryzy papieru. Jednak te czasy już dawno były za nimi.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Nie Lut 09, 2014 12:04 pm

Jednak, jeśli trafiało się na dobrego władce, monarchia przynosiła same korzyści. Nie było zamieszania i tego, że komuś się nie podoba uchwała, która może przynieść zyski, albo pozytywnie wpłynąć na lud. Zresztą… Nawet, jeśli ten ustrój nie był wspaniały, to na pewno monarchia parlamentarna była idealna! Nie pytajcie czemu. To zdanie Anglika, który zawsze uważa swoje za najlepsze. A przynajmniej tylko do tego się na głos przyznaje.
A jeśli już wspaniałość Wielkiej Brytanii i jej ustroju mamy za sobą, możemy względnie przemilczeć darmozjadów i wyzyskiwaczy, których wszechobecnie nazywa się politykami, i którzy to tak pięknie reprezentują demokracje. Ustrój polityczny tak kłamliwy, że aż szkoda słów.
I to wcale nie tak, że Arthur nie zauważył tego jak chłopak zadrżał. Po prostu zignorował ten fakt. Czasy, kiedy martwił się o swoją kolonie minęły bezpowrotnie pochłonięte przez gorzkie momenty historii. Choć to nie zmienia faktu, że czuł się dobrze z tym, iż teraz każdy miał dowód na to, że istnieją byty nadprzyrodzone. Nawet Ropucha miała dowód!
A wracając do obecnej sytuacji i rozmówcy. Naprawdę, trudno by było rozbudzić w ex-kolonialiście uczucia zmartwienia czy litości. Zwłaszcza, jeśli tą osobą była przerośnięta kupa mięcha, nabijająca się z niego i strzelająca bez mrugnięcia okiem do ludzi, tylko za ich kolor skóry i poglądy. Prawda była taka, ze miedzy nimi już nigdy nie będzie tak jak za młodu Ameryki. Te czasy minęły bezpowrotnie i teraz wydawało się Arthurowi, że jeśli by znów pili razem herbatę, albo zielonooki opowiadał mu bajki, to byłaby to tylko karykaturalna groteska życia.
Stał jeszcze chwilę w miejscu przyglądając się niebieskim oczom. Dla niego rozmowa była zakończona i osobiście wolałby robić coś innego niż stać tu jak kołek i kretyn. Przymknął oczy i odwrócił się na pięcie. Ponownie otworzył oczy i postanowił ruszyć dalej.
- Nadal z ciebie dzieciak, Ameryko.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Nie Lut 09, 2014 3:37 pm

Nie odpowiedział. Po co miał kłamać?
Obserwował jak Anglik idzie, starając się dostosować do jego kroku. Przy okazji kopnął jakiś kamień i tego nie zauważył.
-Będziesz czarować?-spytał zerkając na książkę. Anglik nie musiał odpowiadać, bo Arthur swoim zachowaniem pokazywał, że tak. I że bardzo zależy mu by Amerykanin sobie poszedł.
Złośliwość i ciekawość wzięły górę. Nie opuścił Anglika mimo jego myślowych nalegań i błagań, by młodsza nacja zostawiła go w pokoju.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Nie Lut 09, 2014 5:24 pm

Tak, słyszał wyraźnie kroki obok siebie, co zirytowało go jeszcze bardziej. Naprawdę, czy ten durny dzieciak, choć raz nie mógł się zachować jak dorosły i zrozumieć te lekkie insynuacje? W sumie był tak upierdliwym chłopakiem o dziecinnym usposobieniu, że pewnie jakby się głośno i wyraźnie powiedziało, to i tak by szedł obok. Co za utrapienie… Mimo iż w blondynie wrzało na wierzchu nadal zostawała spokojna kamienna twarz. Może jak go zignoruje to sobie pójdzie? Nie, to nic nie da. Będzie paplał jeszcze więcej. Ba! Możliwe, że jeszcze naruszy przestrzeń osobistą Arthura. Zatem ta opcja odpadała. Szedł dalej powoli zastanawiając się nad tym, co zrobić z byłą kolonią. Chciał zostać sam. Nawet, jeśli nie dla poćwiczenia magii, to dla czystych chęci świętego spokoju. Wolał w ciszy posiedzieć w magicznej aurze aniżeli użerać się z kimś, kto był tylko zwykłym dzieckiem? Jaka w tym przyjemność…
Milczenie, zatem trwało i trwało. Anglia próbował znaleźć rozpaczliwie rozwiązanie kłopotliwej sytuacji, lecz nic nie przychodziło mu do głowy. Czyżby miał się poddać rozmowie? Po jego trupie!
Blada niemal twarz nadal zwrócona była na wprost, a jadeitowe oczy skupiały się na każdym kroku. Trudno było nawet wyczytać, o czym myśli. Kto by pomyślał, że wewnątrz Arthur niemal biegał jak szalony. Łapiąc się od myśli do myśli w końcu złapał jedną. Czy był dobra? Trudno określić czy jakakolwiek opcja byłaby w stu procentach dla niego zadawalająca.
- Może… - Mruknął w lakonicznej i niejednoznacznej odpowiedzi.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Nie Lut 09, 2014 6:02 pm

-Morze jest szerokie, głębokie i nikt nie wie co się w nim kryje.-odparł na jego krótką odpowiedź swoją dłuższą. szczerze lubił przebywać teraz z starszą nacją. Obserwować jego zachowanie, reakcje, odpowiedzi. Po chwili zaczął nucić. Nie za bardzo pamiętał gdzie usłyszał melodię, ale była bardzo chwytliwa. Uradowany nucił ją dalej, siłą woli nie przyśpieszając. Rozejrzał się.
Mimo wszystko naturalne tereny domu były piękne. Zadowolony zaciągnął się powietrzem. Kiedy ostatni raz mógł poczuć niczym nie zanieczyszczone powietrze? Bez smrodu spalin?
Nie potrafił sobie przypomnieć tego okresu. Zadrżał na myśl o tym.
Jego spojrzenie padło na Anglię. Szczerze z chęcią zobaczyłby jak próbuje czarować.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Nie Lut 09, 2014 9:22 pm

Mentalnie od takiej odpowiedzi opadły mu ręce. Czemu w ogóle próbował? Przecież rozmowa z dzieckiem to strata czasu, energii i chęci do życia. Choć nie, tego Arthurowi trudno ujmować. Ma w sobie za dużo dumy, by dać się pokonać i sprawić by odechciało mu się żyć. W przypadku Ameryki, to raczej ten pogłębia uczucie, ze Arthur chce go udusić. A widzicie ten niewzruszony wyraz twarzy? Wcale nie myśli teraz jak w najgorszych katuszach zabić młodą nację. Ale… kilka słówek z dziecinnego słowniczka odpowiedzi na słowa dorosłych to i tak nic. Jakby mało było niszczenia nerwów Arthurowi już samą obecnością to Ameryka musiał jeszcze zakłócać ciszę wokoło. Nie, nie odczepi się od niego. Na to Arthur nie miał, co liczyć. Jeśli pójdzie dalej w las to tylko sobie napsuje nerwów. Trudno, może pójść, kiedy indziej.
Nie chodzi o to, ze się poddawał… Po prostu nie miał ochoty…
- Wiesz Ameryko… Mógłbym cię tu z łatwością zabić. Nikt nie słyszałby twoich krzyków, tego jak wierzgasz na miękkim mchu. Zresztą… Patrząc na to, co tu się dzieje, nikt nie próbowałby ci nawet pomóc. Zabawne miejsce? Ale może to magia zagajników? Może tamten mężczyzna też tu zmarł i nikt nie usłyszał jego cierpienia? – powiedział nagle, jednak pełny spokoju. Nie zrobiłby pewnie tego nigdy… Coś tam jeszcze z człowieka miał, ale to nadal była kusząca propozycja. Zresztą może sprawi, że Ameryka, choć na chwile zamilknie? Szedł dalej, jednak kątem oka spojrzał na Alfreda by dowiedzieć się jak zareaguje. Ot tak. Z czystej ciekawości.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Pon Lut 10, 2014 2:47 pm

Uniósł hardo głowę gotowy się bronić. Arthur był od niego drobniejszy i słabszy. Gdyby chciał zaatakować, Alfred mógłby go w miarę szybko znokautować. Dodatkowo, mechanicznie powędrowała do ukrytego w kieszeni pistoletu. Lata wojen czegoś uczą.
-Jeśli spróbujesz coś mi zrobić zastrzelę cię. A jeśli mi się nie uda to wybronię się w jakiś inny sposób.-powiedział chłodno. Z twarzy zniknął uśmiech, a zagościła wręcz śmiertelna powaga. Amerykanin był gotów walczyć. Uważnie obserwował każdy jego ruch. Choć chwila nieuwagi mogłaby przeważyć szalę zwycięstwa na stronę przeciwnika. Mięśnie napięły się, w każdej chwili gotowe działać. Jeden sygnał. Jeden ruch. I Amerykanin gotów był bez drgnięcia powieki pozbyć się dawnego opiekuna.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Sro Lut 12, 2014 11:57 pm

To, że jest niższy od Alfreda o całe dwa centymetry, nie oznacza, że jest od niego słabszy. Owszem nie ma, co się szczycić mięśniem piwnym jak jego była kolonia, ale za to ma mięśnie wyrobione przez lata wojen. Myślicie, że ktoś taki jak byłe Imperium Brytyjskie to słabe chuchro? Przecież on nadal jest potęgą w Europie! No i pomijamy kryzys gospodarczy Ameryki, który to ostatnio mocno podburzył morale Amerykanów. Niemniej jednak Anglia wcale nie jest słabszym od Ameryki. Może nie i silniejszym, ale nie można odmówić zielonookiemu siły fizycznej. Dostrzegł od razu gdzie kieruje się dłoń blondyna i uśmiechnął się cierpko domyślając się, że w środku kieszeni jest broń.
To trochę dziwne, jednak Arthur nie był zły, że niemal jego syn gotów jest zabić opiekuna w imię behawioralnych odruchów. W sumie...Sam pewnie postąpiłby podobnie. Ba! Ranił innych dla własnego zysku, więc uważanie czegoś takiego za zbrodnie byłoby żałosną hipokryzją.
- Nic się nie zmieniłeś, Ameryko. Wtedy też byłeś gotów strzelić do mnie, tylko po to by być wolnym. - powiedział zdecydowanie zbyt lekko jak na temat wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Opuścił dłonie i skierował się z powrotem do domku. - Wybacz, ale dzisiaj chyba nie pospacerujesz z dziadkiem wokoło domu starców. - rzucił przez ramię zmierzając w stronę budynku.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Gość on Czw Lut 13, 2014 5:33 pm

Chyba po raz pierwszy Arthur nie mówił o jego walce o wolność z kpiną, lub próbując ukryć swój ból i żal do zbuntowanego dzieciaka. Przekręcił na chwilę głowę, myśląc nad jego słowami. Faktycznie dużo walczył. Nigdy się nie zastanawiał co by robił gdyby nie walczył. Zapewne usiadłby i kompletował nad sensem swojego istnienia z nudów. Na szczęście nie groziło mu to. Ciągle miał z kim walczyć, i ciągle były osoby, które zajmowały mu czas.
-Czemu? Spacerowanie z tobą jest całkiem ciekawe. Oczywiście jeśli masz jakieś ważne obowiązki do roboty...- Alfred pozwolił sobie na trochę ironii. W tej norze, nie miał nic do roboty i nawet gapienie się na schnącą farbę było bardziej emocjonujące. Przeciągnął się i ziewnął, a na twarzy zakwitł mu normalny uśmiech.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Zagajnik

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach